Zbigniew Kruszyński, "Ostatni raport"Prozę Zbigniewa Kruszyńskiego odkryłem dość późno. Zaczęło się bodaj od wypożyczonej z biblioteki – jeden egzemplarz w mieście – powieści Schwedenkräuter, traktującej o trudnym życiu emigranckim w Szwecji. Brzmi mało zachęcająco? Nie szkodzi, bo w przypadku tego autora fabuła schodzi na dalszy plan, liczy się język, z którym Kruszyński potrafi zrobić wszystko. To prawdziwy wirtuoz słowa. Czasem mówi się tak o Kuczoku, ale autor Gnoju może się od Kruszyńskiego jeszcze wiele nauczyć.

 

Nowa powieść Kruszyńskiego, Ostatni raport, uważnego czytelnika jego książek nie zaskakuje. Akcja znów osadzona została – podobnie jak w Szkicach historycznych – w czasach PRL-u, bohaterem zaś jest pewien uzdolniony student filologii polskiej, opanowany manią pisania – po prostu, niczym Joyce, nosi ze sobą zeszyt i ołówek, i wciąż coś notuje; rozmawiając ze znajomymi, odwraca się co chwila, by zapisać ważniejsze kwestie. Szybko wychwytują go Służby Bezpieczeństwa, zainteresowane praktyczną stroną jego przypadłości; w zamian za paszport Grzegorz zgadza się składać regularne raporty.

 

Poznajemy dzięki nim atmosferę PRL-owskiego Wrocławia, rozpacz pustych sklepów spożywczych, smaczki barów mlecznych, specyfikę imprez w akademiku, towarzyszymy bohaterowi w licznych scenach łóżkowych, bowiem jego język działa cuda i dziewczęta nie potrafią mu się oprzeć. Dzięki protekcji służb wyjeżdża za granicę, do Niemiec, Paryża, na stypendium do Szwajcarii, gdzie ma szansę stać się podwójnym agentem. Wszystko jest dokładnie i niemalże poetycko opisane, bowiem Kruszyński, jak już napomknąłem, z gracją wplata metafory, rytmizuje i rymuje prozę, wplata liczne kalambury, których odkrywanie sprawia wielką przyjemność.

 

Bohater angażuje się również w tworzenie studenckich zastępów Solidarności. Od tej pory gra po dwóch stronach siatki – konspiruje, rozprowadza gazetki, do których także pisze i robi korektę, bierze udział w studenckich zebraniach; potem składa raport SB, w którym relacjonuje bądź zmyśla wydarzenia, manipuluje informacjami, stwarza rzeczywistość. W końcu jednak wpada:

Znaleźli przy nim ostatnie oświadczenie z moimi uwagami i od razu wiedzieli, kto jest korektorem. Adres miał podobno zapisany na paczce papierosów, jakby to mogło być jakieś usprawiedliwienie, wtedy jeszcze nie ostrzegano, że palenie szkodzi. Po co miałby zapisywać, skoro znał go na pamięć? Chwali się, że nie podał numeru mieszkania. Ale to była willa. Tak czy owak przyjechali po mnie wkrótce po południu, czarna wołga stanęła równo z furtką (…).

Ostatni raport stawia niewygodne pytanie o to, czym jest moralność, włącza się w gorącą jeszcze debatę nad teczkami, agentami, prawdą historyczną. Czytelnicy zorientowani na prawo wieszają na książce psy – bohater to według nich podły donosiciel, zdrajca narodu itd. Jakie będzie ich wzburzenie, gdy książka dotrze do finału nagrody Nike.

Reklamy