Jacek Dukaj, "Wroniec"Wroniec Jacka Dukaja zaskakuje chyba najbardziej konwencją, po którą sięgnął autor, bowiem jego najnowsza powieść to… bajka. Jej bohaterem jest mały Adaś, syn opozycjonisty, który pisze artykuły do nielegalnej prasy. Pewnej mroźnej, grudniowej nocy 1981 roku zjawia się w ich domu Wroniec i porywa ojca. Że co?

 

No właśnie. Akcja książki rozgrywa się po przejęciu władzy przez Wojskową Radę Ocalenia Narodowego, co rozbudza apetyt na powieść wypełniającą lukę w polskiej literaturze, lukę stanu wojennego, który, jeśli w ogóle opisywany, to redukowany jest zazwyczaj do informacji o tym, że w telewizji nie pojawiła się dobranocka, zamiast niej zobaczono zaś generała Jaruzelskiego. Wroniec tego apetytu nie zaspokaja, na pewno nie do końca, ale nie poprzestaje bynajmniej na oznajmieniu, że „Tamtej zimy zdarzyło się, że brzydcy panowie zastąpili w telewizji także niedzielną bajkę”.

 

Nie jest to powieść realistyczna, nie znajdziemy w niej strajków, zamieszek, obrazów upodlonego społeczeństwa; świat oglądamy oczami dziecka, które nie wszystko z tego, co dzieje się wokół, jest w stanie zrozumieć. Dlatego też opisywaną rzeczywistość nawiedzają różne stwory: słychać podkute buty milipantów, przeraźliwe zgrzyty złomota i pokrakiwania wrońców, wszędzie czają się Bubecy i  Podwójni Agenci. Oczywiście nietrudno rozszyfrować te gry słowne: miłypan to milicjant, złomot – ZOMO, wojacy-wroniacy – WRON, Bubek to pracownik UB; na wszystko znajdzie się papagraf (paragraf), odpowiednio interpretowany przez potwarzyszy (towarzyszy), tak by papratura (aparatura) państwa nie znalazła się w niebezpieczeństwie.

 

Świat Wrońca zaludniony jest tymi na poły ludzkimi, na poły fantastycznymi postaciami; opiekujący się Adasiem pan Beton, robotnik socjalistyczny, który „temi ręcami” budował nową Polskę, w razie potrzeby potrafi zrolować asfalt, rozsunąć ściany domu, wcisnąć w nie Bubeka itp. Razem starają się odnaleźć uprowadzonego ojca Adama i pozostałych członków jego rodziny, po drodze staczając niejeden pojedynek, przypominający te z Matrixa; walczą z oddziałami MOMO, pan Beton traci oko, wydziobane, niby u Hitchcocka, przez jedną z krwiożerczych wron. Gdy wreszcie odnajdują rodzinę Adasia, wychodzi na jaw, że ktoś zdradził..

 

Adaś nie wnika w polityczne niuanse, które poróżniły brodatych panów stawiających opór, „Pozycjonistów”, z rządzącymi, obżartymi i spitymi wódką „Członkami”. Nie musi – po pierwsze dlatego, że jest dzieckiem, po drugie – bo każdy czytelnik jako tako wie, o co chodzi. Adaś relacjonuje świat takim, jakim go postrzega. Co jest zmyśleniem, a co prawdą? – decyzja należy do czytelnika. Może cała ta historia to tylko majaki dziecka w gorączce?

 

Jacek Dukaj w niedawnym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” (Stan wojenny trzeba zrobić) wspomina, że chciał, by zaczęto mówić o traumie stanu wojennego, niekoniecznie od razu na poważnie; na początek można spróbować wprowadzić go do obiegu popkultury, oswoić się z nim, pobawić. Najnowsza książka autora Lodu jest dla mnie taką właśnie próbą i zabawą, a jako że czyta się szybko, a za oknem deszcz – nie ma co wybrzydzać. Na bezrybiu i rak ryba.

 

"Zdrajcom Narodu śmierć"

Advertisements