M. P. Markowski, "Życie na miarę literatury"Wydano właśnie czwarty – o ile dobrze liczę – tom esejów Michała Pawła Markowskiego, zatytułowany Życie na miarę literatury. Pierwszą, bardziej teoretyczną część książki, omawiam krótko poniżej; do drugiej, w której występują m.in. Marek Bieńczyk, Witold Gombrowicz, Franz Kafka, Fernando Pessoa, Marcel Proust i Witkacy – po prostu odsyłam, bo zapewniać o klasie esejów chyba nie muszę.

 

Jak oznajmia autor, książka jest swego rodzaju manifestem. Markowski tłumaczy, czym jest według niego (i dla niego) literatura i jaką spełnia rolę w codziennym życiu. Nie jest  bowiem tak, że nie pełni ona żadnej roli, albo istnieje tylko na marginesie. Markowski twierdzi, że życie bez literatury po prostu nie ma sensu. Ów sens „nie rośnie na polu, nie spoczywa w głębi oceanu i nie buja się na chmurach”, lecz jest mozolnie budowany w trakcie lektury, rozmowy z Innym. Obcowanie z literaturą jest takim sposobem egzystencji, któremu najbliżej do odnalezienia zagubionego sensu. Wejdźmy zatem, wraz z autorem, na grunt hermeneutyki.

 

Na początek, dla rozgrzewki, Markowski przypomina o dwóch modelach postrzegania literatury – klasycznym i awangardowym. Ten pierwszy zasadza się na micie i poczuciu wspólnoty, drugi zaś wręcz przeciwnie: na demitologizacji i emancypacji; model klasyczny zakłada, że „literatura to nasze wspólne dziedzictwo, wspólny dom” w którym chcielibyśmy zamieszkać, model awangardowy odwrotnie – chce zerwać z tym, co wspólne, z językiem ogółu i jego przyzwyczajeniami. Następstwem tego podziału jest wytworzenie się przeciwstawnych ujęć poezji: hermetyczne i hermeneutyczne.

 

Poezja hermetyczna, „czysta”, stara się oderwać od rzeczywistości i zakotwiczyć wyłącznie w języku; „wiersz powinien nie znaczyć, lecz być”.  Model hermeneutyczny z kolei próbuje „uczynić swoim własnym” to, co wcześniej było „obce”; jest to „poezja przyswojenia”. Mamy zatem, kontynuuje Markowski, dwie postawy wobec świata – eskapistyczną, kiedy uciekamy od niego na zawsze, oraz taką, która zakłada jednak powrót, i podobnie sztuka nowoczesna ma dwie drogi ku artystycznemu spełnieniu – hermetyczną i hermeneutyczną.

 

Drogę „hermetyczną” przetarł św. Augustyn, który dzięki lekturze ksiąg oderwał się od rzeczywistości, zmienił swoje życie i zwrócił ku Bogu. Markowski podkreśla, że w nawróceniu Augustyna najważniejszy był moment, kiedy święty oddał się bezgłośnej lekturze – tym sposobem odciął się od świata zewnętrznego, rozdzielił ciało i umysł. Bezpośrednim kontynuatorem poczynań Augustyna jest, zdaniem Markowskiego, S. Mallarmé, który pokazał, że „poezja jest wielką pracą nad negacją – transpozycją, transfiguracją – codziennego doświadczenia”.  Kolejną przywoływaną postacią jest T. S. Eliot, ale nie miejsce tutaj na referowanie całej książki krok po kroku; wspomnę więc tylko, że druga ścieżka to zadziwienie światem i próba jego wytłumaczenia; to poezja metafizyczna, np. Miłosza, która stara się świat tłumaczyć.

 

Markowski nie decyduje się na żadną z omawianych dróg, wybiera coś pomiędzy:

Moja wizja literatury (…) polega na uznaniu egzystencjalnego wahania za najważniejszy i najciekawszy motyw literacki, który wszelako nie jest żadnym <<motywem>>, lecz mechanizmem napędzającym pisanie i czytanie.

W wizji tej niezwykle ważna jest kategoria „rozumienia”, pożyczona od Gadamera; równie istotną rolę odgrywa uczuciowa, erotyczna perspektywa Barthesa i pragnienie zaprzyjaźnienia się z tekstem; ostatnim patronem jest wreszcie Richard Rorty, który pisał:

powieści sprawiają, że wiemy, jak ludzie, którzy się od nas całkiem różnią, myślą o sobie samych, jak obmyślają swoje działania, by wypaść w dobrym świetle, jak nadają sens własnemu życiu (…) Być człowiekiem bardziej wykształconym, rozwiniętym i wyrafinowanym to umieć uchwycić większość  z tych potrzeb i rozumieć większość z tych opisów.

Lubię czytać Markowskiego, pewnie dlatego, że i mnie bliskie jest hermeneutyczne czytanie spod znaku Gadamera czy Ricoeura, przyjemność, którą przywrócił lekturze Barthes i pragmatyczne szturchańce Rorty’ego. Lubię swobodę, z jaką żegluje po morzu tekstów. Najcenniejsze z tej lektury wydaje się jednak przeświadczenie, że literaturę można kochać i nie można się tego wstydzić.

Advertisements