Vladimir NabokovNa amerykańskim rynku (ale również w Kanadzie i Wielkiej Brytanii, za kilka dni ukaże się w Niemczech) pojawiło się pierwsze wydanie ostatniej, niedokończonej powieści Vladimira Nabokova, The Origin of Laura. Pisarz nakazał swojej żonie, by w razie jego śmierci spaliła rękopis powieści, tak się jednak nie stało; syn Nabokova, Dmitri, podobnie jak matka sprzeciwił się jego woli i tym sposobem otrzymujemy wielką gratkę dla fanów autora Obrony Łużyna.

 

Książka nosi podtytył „Dying is fun”. Dlaczego? Bohater powieści, Philip Wild, pisarz i neurolog, stwierdza, że rozpad, umieranie „zapewnia największą ekstazę, jaką zna człowiek” i unicestwia się fragment po fragmencie (rozumiem, że na papierze). Dziwne słowa, jeśli przypomnimy sobie, że Nabokov pracował nad tekstem w szpitalu, ciężko chory na płuca. Gdzie tutaj frajda? Jak pisze Jeanette Winterson, Wild chce, by jego ciało się rozpadło, bo czuje do niego niechęć; to, co było w nim atrakcyjne, zniknęło, podobnie, jak ulatnia się wzbudzający pożądanie urok z ciał dorastających dziewcząt. Powieść bowiem znów dotyka problemu miłości starszego mężczyzny do młodej kobiety, motywu doskonale znanego z Lolity, tym razem jednak starzejące się ciało mężczyzny zdaje się być równie ważne.

 

Recenzenci roztrząsają, czy opublikowanie tego tekstu było właściwym posunięciem: tekst jest niedopracowany, dziurawy, porzucony; prawdopodobnie odsłoni niedociągnięcia i błędy, rozczaruje fragmentarycznością. Ważniejsze jest chyba jednak to, że w ogóle możemy tę powieść zobaczyć; jak podkreśla Winterson, otrzymujemy ciekawostkę wydawniczą, nie arcydzieło. Owa ciekawostka została wydana w nietypowy sposób: „Dmitri Nabokov, wykonawca literackiego testamentu ojca, daje nam nie tylko transkrypcję ręcznie pisanych notatek swojego ojca (łącznie z błędami gramatycznymi i ortograficznymi), uporządkowanych w sensowny, choć dyskusyjny, porządek, ale również faksymile tych kartek, które, dzięki perforacji, mogą zostać wydarte z książki i ułożone na nowo”.

Może nie jest to wielka proza, jak powiada Winterson, ale warto się z nią zetknąć choćby dla zakończenia książki: “Efface, expunge, erase, delete, rub out, wipe out, obliterate”. Ciekawe czy książka zostanie przełożona na polski, a jeśli tak, to kiedy?

Reklamy