Książki drożeją z miesiąca na miesiąc. Zapowiada się katastrofalny spadek czytelnictwa. Już około 40 procent Polaków nie czyta książek w ogóle (…) [dotąd] pensja stażysty na Uniwersytecie Warszawskim wynosiła 1000 złotych, za wynajęcie skromnego pokoju płaciło się co miesiąc 500 złotych, a najdroższe wielotomowe edycje książkowe (komplet dzieł Prousta czy Szekspira (…)) kosztowały 300 złotych”. Czy to najnowsze badania opublikowane przez GUS? Wydaje się, że to możliwe. Czytajmy dalej: „Obecnie wszystkie te relacje zmieniły się niekorzystnie i wynoszą: pensja – 10 000 złotych, wynajęcie pokoju – 10 000 złotych, zaś wielotomowe wydania książkowe (komplet dzieł Gombrowicza czy Witkacego) także 10 000 złotych. Ani Gombrowicza, ani Witkacego nie ma oczywiście w księgarniach, a na czarnym rynku za dzieła każdego z nich trzeba zapłacić 20 000 złotych, a więc równowartość dwóch miesięcznych pensji stażysty!

Witajcie w PRL-u.

 

Cytowany fragment pochodzi z książki Zbigniewa Mentzla Pod kreską. Ostatnie kwartały PRL, która wydana została przez londyńskie wydawnictwo PULS w 1990 roku. Jak wyznaje autor we wstępie, „najbardziej odpowiadał mi gatunek-hybryda: połączenie przeglądu prasy, reportażu, kroniki towarzyskiej, dziennika lektur, polemicznych notatek, felietonu…”; otrzymujemy zatem swego rodzaju sylwę kulturalno-polityczną, której autor na bieżąco zdaje relację z tego, co w PRL piszczy. Książka Mentzla, opisująca wydarzenia z lat 1987-89, jest niebywałym źródłem informacji i ciekawostek o kulturze Polskiej Republiki Ludowej, kulturze prezentowanej w różnych odsłonach, choć najczęściej punktowane są jej absurdy.

 

Pierwsze notki Pod kreską pisane są w roku 1987, gdy coraz częściej pojawiają się sygnały o „odkręceniu śruby”, a Michaił Gorbaczow publikuje Przebudowę i nowe myślenie; rozpad komunizmu powoli nabiera tempa. Zbuntowana młodzież nosi obrazoburcze koszulki, na których można przeczytać np. „I LOVE PIERESTROJKA”, „WOJTEK, CZADU!” i „WOJTEK, NIE ŚWIRUJ” (o Jaruzelskim), „JESTEM PEŁZAJĄCYM KONTRREWOLUCJONISTĄ”. Pojawiają się pierwsze anteny satelitarne, w prywatnych mieszkaniach organizowane są zaś „publiczne seanse wideo”; gdy w styczniu 1988 roku wyłączony zostaje „Jazz KGB”, czyli sygnał, zagłuszający zakazane stacje, wiadomo już, że coś nieubłaganie odchodzi: „Żywy obraz ojca, który pochylony nad muzealnym dzisiaj wyrobami Zakładów Radiowych im. Kasprzaka, przykładając ucho do pachnącej rozgrzanym ebonitem skrzynki, w przeraźliwym łoskocie zagłuszarek złowić usiłuje głos spikera Wolnej Europy, na zawsze pozostanie w zbiorowej pamięci (…)”. To poluzowanie obyczajów nie było rzecz jasna całkowite, i obok wzmianek o żywej dyskusji nad godziną emisji brazylijskiego tasiemca pojawiają się informacje, które bardziej pasują do wyobrażonego obrazu PRL, np. o brutalnym pobiciu profesora socjologii Jana Strzeleckiego, który w jego wyniku zmarł, nie odzyskawszy przytomności, o szalejącej inflacji czy braku podstawowych produktów w sklepach.

 

Wśród wzmiankowanych w książce pisarzy znajdują się m.in. Dąbrowska, Gombrowicz, Grass, Herbert, Himilsbach, Hłasko, Iwaszkiewicz, Kapuściński, Miller, Miłosz, Pasternak, Pilch, Rylski, Stachura, Tyrmand, Witkacy czy Zagajewski; jej bohaterami są jednak, oprócz nich, także politycy. Niezwykle często powraca generał Jaruzelski, który ponoć przepadał za nieoczekiwanym składaniem wizyt w szkołach, gdzie zadawał uczniom poetyckie zagadki; na wiosnę ’88 topi się w rzekach „marzanny w czarnych okularach”, zaś happeningowcy z Pomarańczowej Alternatywy organizują marsze: „Kiedy ulicą Świdnicką [we Wrocławiu] ruszył barwny korowód przebierańców dźwigających kukłę Jaruzelskiego, pojawiło się mnóstwo milicji. <<Krzyczeliśmy hokus-pokus, ale ona nie znikała>>”. Równie często pojawia się rzecznik rządu, Jerzy Urban, który porównuje opozycję do „natrętnej Cyganki, która wyłudziwszy od niego pod hotelem pięć złotych, domaga się następnie stu na mleko dla dziecka”.

 

Z PRL nie pamiętam niczego oprócz szarości, jak większość osób z mojego pokolenia, które teraz powoli dobija do trzydziestki. Książka Mentzla pozwala raz jeszcze zajrzeć za kurtynę i ze zdumieniem obejrzeć spektakl, który miał trwać wiecznie, ale na szczęście się skończył. Takich anegdot jednak będzie nam brakowało:

Podczas rewizji w mieszkaniu architekta Zbigniewa Zgorzałka (…) funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa skonfiskowali cztery pierwsze numery legalnego czasopisma <<Res Publica>> utrzymując, że jest to wydawnictwo bezdebitowe. „Czy mogę mieć nadzieję – zapytuje Zgorzałek w liście do redakcji – że gdyby kolegium orzekło przepadek numerów (…) umożliwicie mi Państwo nabyć je ponownie?”. „Oczywiście” – odpowiada z olimpijskim spokojem redakcja. W kolejnym liście Zbigniew Zgorzałek informuje <<Res Publicę>>, że otrzymał wezwanie na kolegium obwiniony o posiadanie bez zezwolenia pistoletu sygnałowego START (który można kupić w każdym sklepie z zabawkami), a więc o wykroczenie określone w ustawie o broni, amunicji i materiałach wybuchowych. „Być może dojdzie do tego – konkluduje pechowy architekt – że kupując w sklepie zapalniczkę zostaniemy obwinieni o posiadanie bez zezwolenia urządzenia do miotania gazu”.

Advertisements