Nowy Marcin Świetlicki – Niskie pobudki: czarna okładka z obwolutą, na niej wytłoczony kapelusz, do którego wskakuje królik. U dołu skromne logo wydawnictwa EMG, w którym poeta publikuje swoje kryminały. Niskie pobudki są drugą książką w poetyckiej „Czarnej” serii; pierwszą pozycją była poprzednia książka poety, tom Nieoczywiste.

 

Blurb zapewnia mnie, że „wiersze Świetlickiego nie są po to, żeby sprawiać przyjemność”. Gdy przeczytawszy książkę znów zobaczyłem tylną okładkę z cytowanym powyżej hasłem, przyznałem mu, niestety, rację: żadnej przyjemności te wiersze nie sprawiają. Swego czasu Roland Barthes pisał w Przyjemności tekstu:

Pokazują mi tekst. Tekst mnie nudzi. Można by powiedzieć, że to bleble. Bleble tekstu to tylko bicie językowej piany powodowane potrzebą pisania. Nic tu z perwersji, tekst przypomina podanie.

Niskie pobudki mogą doskonale służyć jako przykład takiego „bleble”. Świetlicki wyznaje, że od pisania opędzić się nie może: „Nie mogę czytać wierszy, bowiem zaraz potem/ jest obowiązek, przymus pisać”. W wyniku tej przemożnej potrzeby powstają wiersze często słabe, i wymieszane z tymi, które jakoś się bronią, tworzą bardzo nierówną całość Niskich pobudek. Dużo tutaj owego „bleble”, dlatego dla ułatwienia podzieliłem je na dwie grupy, „bleble publicystyczne” oraz „bleble epifanijne”.

 

Tym pierwszym patronuje fraza z Wiersza doraźnego: „obśmiać lewaka, wkurwić mentalnego pedała, / niska poezja, niewielkie zadania”. Świetlicki w najnowszym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” tłumaczył: „Czasem widzę, że mój wiersz jest poniżej jakiegoś poziomu, ale to też coś znaczy. W Niskich pobudkach umieściłem kilka takich tekstów, w ten sposób chcę pokazać, że człowiek funkcjonuje nie tylko w rejestrach wysokich, ale i niskich. I te niskie można ujawniać”. Oczywiście, że funkcjonuje, i jasne, że można, tylko po co?  Tom wierszy zmienia się w zbiór publicystycznych fraszek, w których autor dogryza lub odgryza się

osobom sobie nieprzychylnym, jak np. „krakowskiej narzeczonej S. Sierakowskiego” czy środowisku „Krytyki Politycznej”. Spór z „KP” sięga końca 2008 roku, kiedy ukazała się powieść Świetlickiego Jedenaście. Piotr Marecki dopatrzył się w książce kąśliwych aluzji do własnej osoby i postanowił odpowiedzieć niskim tekstem pt. O drobnomieszczańskim Świetlickim; Jaś Kapela, publicysta „KP”, dorzucił swoje trzy grosze, interpretując książkę jako pochwałę homoerotyzmu. Poeta zrewanżował się Niskimi pobudkami; w całej tej kłótni staję zdecydowanie po stronie Świetlickiego, rozumiem jego pobudki – szkoda po prostu, że ucierpiała na tym poezja.

 

Jako motto „bleble epifanijnych” wybrałem dwuwers pod tytułem Wiersz dla: „Żyjemy ponad stan/ wojenny”. Takich chwilowych objawień jest w Niskich pobudkach całkiem sporo, np.: Oto pointa („Nie chcę się rozpisywać./ Wakacje spędzam/ jak płód.”), Ci („Ten z psem./ Ten sam.”), Wiersz dla Bonowicza („Umrzeć./ Zmartwychwstać./ Potem długo spać.”). Przypominam sobie wiersz/wers Jacka Podsiadły z tomu Kra, wers bez tytułu, który brzmiał „to lustro mi się nie podoba”. Moja pierwsza nań reakcja była podobna jak na epifanie Świetlickiego, teraz jednak muszę Podsiadle oddać sprawiedliwość: jego wers bije powyższe na głowę.

 
Szkoda że w nowym Świetlickim publicystyka zdecydowanie wzięła górę nad wierszami.

Advertisements