Profesor popadł w obłęd, prowadząc studia nad motylami. Najpierw umieszcza się go w zakładzie, po dwóch latach jednak zwalnia, argumentując tym, że jego szaleństwo nie jest niebezpieczne dla otoczenia. Profesor ma zwyczaj z siatką na motyle hasać po parku, co wygląda prześmiesznie, jako że jest drobnej budowy. Nieomal nie przyjmuje posiłków. Na jego życzenie wstawiają mu do pokoju dużą, czarną tablicę szkolną, na której wypisuje słowo RADOŚĆ. Zawsze, kiedy napisze słowo RADOŚĆ, dzwoni na posługacza, aby starł je dużą gąbką. Posługacz za każdym razem otrzymuje za to od profesora monetę. Zebrał ich już cały worek. Kiedy profesor musi opuścić zakład, co bardzo go smuci, prosi o pozostawienie słowa RADOŚĆ na tablicy. Da służącemu polecenie starcia go w chwili, która jest jeszcze odległa. Pracownicy zakładu są w rzeczy samej niepocieszeni, kiedy siostra profesora zabiera go i umieszcza w swoim wiejskim majątku. Może się on tam wprawdzie poruszać swobodnie, ale żyje wyłącznie wspomnieniami o pobycie w zakładzie. Wszystko, co zdarzyło się przedtem, dawno wyleciało mu z pamięci. Tu, na wsi, nosi białe i kremowe ubrania. Wieśniacy wyśmiewają się z niego, widząc, jak spaceruje po wzgórzu i wywija siatką na motyle. Pewnego dnia postanawia jednak wychodzić z domu tylko nocą, na co lekarz domowy i siostra, poświęcający mu całe życie, nie chcą przystać. Ale profesor przeprowadza swoją wolę. Mówi, że pragnie chwytać światła, każde światło, bo nie ma nic nad światła kosztowniejszego. Pragnie je zbierać, przechowywać w bezpiecznym miejscu i opublikować o nich książkę. Spaceruje zatem spokojnie po nocach, aby je chwytać. Pewnej nocy wchodzi na tory kolejowe. Wyciąga siatkę na motyle ku dwóm światłom zbliżającego się z coraz większą szybkością pociągu ekspresowego. W chwili, gdy znajdują się tuż przed nim, chwyta je szybkim ruchem zaciśniętych dłoni.

 

Thomas Bernhard, Profesor, [w:] Zdarzenia, fragmenty przełożyła Sława Lisiecka. Cyt. za: „Kwartalnik Artystyczny”, nr 3 (63) / 2009, s. 55-56.

Advertisements