Początek Zaburzenia przywodzi na myśl opowiadanie Franza Kafki pt. Lekarz wiejski – narratorem jest syn medyka, który towarzyszy ojcu podczas jego wizyt u pacjentów. Codzienny rytm pracy przerwany zostaje wiadomością o morderstwie w gospodzie; pijany mężczyzna nazwiskiem Größl ciosem w głowę pozbawił życia żonę oberżysty. Bohaterowie powieści udają się na miejsce zbrodni, która jednak nie robi na nich specjalnego wrażenia, pamiętają bowiem o „powieszonym zdunie, o uduszonej nauczycielce, (…) zastrzelonym kuśnierzu”. Szybko więc okazuje się, że śmierć w tych stronach – w Hochgobernitz, krainie wzorowanej na Ungenach w Górnej Austrii – jest częstym gościem.

 

Wizyty u kolejnych pacjentów uzupełniają obraz: przez karty powieści przewija się śmiertelnie chora Ebenhöh („mój pokój stał się moim pokojem śmierci”); opętany przemysłowiec, który żyje w kazirodczym związku z siostrą i pracuje bez końca nad rozprawą na „absolutnie filozoficzny temat”; młynarz Fochler, który „gnije pod skórą” i nie wstaje już w ogóle z sofy; genialny muzyk Krainer, który postradał zmysły i teraz zamykany jest przez rodzinę w klatce. Wreszcie punkt kulminacyjny: wizyta na zamku Hochgobernitz (znów motyw kafkowski, choć w Zamku nigdy nie udało się dotrzeć na górę), gdzie mieszka książę Saurau – jego monolog, początkowo jasny i klarowny, z biegiem czasu coraz bardziej bełkotliwy, wypełni drugą część książki.

 

Powieść została wydana w 1967 roku i jest trzecim utworem prozatorskim w dorobku Thomasa Bernharda, który debiutował znakomitym Mrozem (polskie wydanie tej książki w tłumaczeniu Sławomira Błauta ukazało się w 1979 roku i jest dzisiaj nie lada gratką dla admiratorów pisarza). Bazując na tych dwóch powieściach można już zarysować cechy charakterystyczne twórczości Austriaka. Po pierwsze: rozpoznawalna, monotonna narracja – powieści są zazwyczaj rozrośniętymi do olbrzymich rozmiarów quasi-monologami wewnętrznymi. Elfriede Jelinek napisała o Bernhardzie, że „jego literatura była literaturą mówioną (…), literaturą tyrad bez końca. Dopóki mówię, jestem”. Nużący, chłodny i oszczędny styl pisarza idzie w parze ze szczątkową fabułą – dla tych, którzy cenią wartką akcję, książki Bernharda są śmiertelnie nudne. Skoro zaś mowa o nudzie, nie sposób nie wspomnieć o powtórzeniach. Wszystkie jego powieści bazują na kilku powracających motywach, m.in.: samobójstwie, szaleństwie, niespełnieniu (wielu bohaterów pragnie napisać studium; bezskutecznie), nienawiści, samotności (bohaterowie izolują się od innych).

 

Zaburzenie wpisuje się idealnie w powyższą charakterystykę. Jej bohaterowie nie potrafią się porozumieć, uważają, że „zawsze, gdy ludzie rozmawiają ze sobą, spotwarzają siebie nawzajem”. Pogrążają się w milczeniu, trawi ich nienawiść do wszystkich ludzi i do Austrii, w której „zdarza się procentowo najwięcej samobójstw w Europie Środkowej”. Austria to dla nich „system prawny, opierający się na wszystkich możliwych niegodziwościach”; państwo „zgniłe”, „perwersyjnie konserwatywne”, które „wszystko rujnuje”. Za tę bezpardonową krytykę Bernhard został w Austrii wyklęty. Jego powieści są jednak – i to decyduje o randze tej twórczości – czymś więcej.

 

Bohaterowie powieści cierpią na nieokreślone bóle, opisywane jako zaburzenia bądź szumy, jątrzące się, nie dające o sobie zapomnieć rany, umiejscowione w mózgu (nieprzypadkowo pierwsza wersja utworu nosiła tytuł Mózg). Czym one są? Zapisem szaleństwa? Głosem zła? Skąd się biorą? Bernhard nie daje żadnej odpowiedzi, przeprowadza jedynie autopsję chorych mózgów i w milczeniu przedstawia nam jej ponure wyniki.

Advertisements