Czarny kwadrat, tomik wierszy, który przeczytałem niedawno w ramach nadrabiania poetyckich zaległości, to jedna z lepszych książek z wierszami, jakie miałem w rękach w tym roku. Gdy w 2009 Tadeusz Dąbrowski otrzymał za nią nagrodę Kościelskich, mój sceptycyzm powoli zaczął ustępować ciekawości – na Czarny kwadrat nie rzuciłem się dlatego, że miałem w pamięci fragment notki o Dąbrowskim ze słownika Tekstylia bis:„jeden z reprezentantów młodej poezji religijnej (…) ideowo zadeklarowanych po stronie świata wartości moralno-religijnych”. Przyznacie, że jakoś przesadnie zachęcająco to nie brzmi.

 

O co chodzi z tą religijnością? Mam wrażenie, że bardzo popularne stało się ostatnio określanie mianem „religijny” takich utworów, w których pojawia się (wystarczy nawet raz) słowo Bóg, śmierć, ciemność, nicość itp. (dobrym przykładem jest wybór wierszy religijnych Świetlickiego, przygotowany przez Wojciecha Bonowicza). Wolałbym nazywać taką poezję metafizyczną, nawet jeśli będzie to trochę na wyrost; religię zostawmy więc na boku i wróćmy do Czarnego kwadratu.

 

W większości wierszy słychać wyraźnie głos tej samej osoby, „trzydziestoletniego chłopca”, który owładnięty jest myślą o starzeniu się i śmierci („przytul mnie bo się psuję”), jednak mimo tego, że „ciało gaśnie (…) apetyt trwa”. Apetyt na życie, które cały czas przyspiesza (Przegapiłem swój moment), coraz bardziej przy tym jałowiejąc: „Na moich oczach miłość/ zamieniała się w seks,/ seks w pornografię/ pornografia/ w miłość./ Wielokrotnie./ Coraz szybciej” (Gdyby). Naturalnym owocem tych niepokojów jest wiara/niewiara w boga, który uparcie nie zabiera głosu: „milczysz/ kiedy mówię do ciebie/ milczysz gdy umierają/ najbliżsi. Nie ma miłości/ większej niż milczenie/ dotykalne jak asfalt/ nieba w nocnej kałuży”.

 

Dąbrowski specjalizuje się w – excusez le môt – dekonstruowaniu codziennych, mało istotnych zdarzeń; przetwarza je w taki sposób, by ukazać ich metafizyczną głębię. Pretekstem może być przerabianie dawnego zdjęcia w photoshopie (zeskanowałem swoje zdjęcie z pierwszej klasy…), gra planszowa (Pieszczota), jazda pociągiem etc. Podobnie z tytułem książki: można podstawić za Boga ów czarny kwadrat (na czarnym tle) – jedni zobaczą kwadrat, inni tylko tło. Metafizyka stosowana. Polecam.

 

Pieszczota
 
Pamiętam, jak będąc dzieckiem, zobaczyłem na
wystawie grę planszową, bardzo chciałem ją mieć
chociaż nie znałem jej zasad, widziałem tylko wysoką
cenę i kościotrupa na pudełku. Po wielu

błaganiach dostałem grę, lecz nie zagrałem w nią
ani razu, stała na półce, przypominała
pogański ołtarzyk, a przecież wystarczył jeden
klaps, wtedy, przed sklepem, i wnet bym zapomniał o

grze. A potem bardzo chciałem wierzyć
w Boga i dostałem klapsa, klaps rozłożony był
na wiele lat, więc odczuwałem go jak
pieszczotę. Wydaje mi się, że ta pieszczota wciąż

trwa. Lecz nie znam ręki.
 

***
 
Słowo jabłko nie zawiera w sobie żadnej prawdy
o jabłku, podobnie jak jego kształt, kolor, zapach,
i smak. Prawda nie jest do oglądania, wąchania
i smakowania. Mówiąc jabłko, zaledwie je zjadasz.
 
W przestrzeni między słowem jabłko a prawdą jabłka
dzieje się jabłko. Przestrzeń między słowem śmierć
a prawdą śmierci jest największa. W niej dzieje
się życie. Między słowem prawda a prawdą dzieje się

śmierć.

Reklamy