Na fali społecznej rozpaczy, która dotknęła Polskę w ostatnich tygodniach, wypłynęli z odmętów trzej niezwyciężeni surferzy idei: Jarosław Marek Rymkiewicz, Wojciech Wencel oraz Szymon Babuchowski. Wiersze, które opublikowali na łamach poczytnych gazet, bez wątpienia zasługują na chwilę uwagi; nie będę zaskoczony, jeśli za niedługi czas pojawią się w podręcznikach języka polskiego jako wzorowy przykład politycznej poezji okolicznościowej.

 

*

 

Na pierwszy ogień Wojciech Wencel, który swoim wierszem niesie Polakom pocieszenie: może i wciąż doświadcza nas los, ale nie załamujmy rąk – jesteśmy  w końcu narodem wybranym. Mój ulubiony fragment: „naród tylko ten zwycięża razem ze swym Bogiem / który pocałunkiem śmierci ma znaczoną głowę”. Radykalizm wiersza podkreśla dodatkowo wyraźna aluzja do Katynia („gdy przestaną nas hartować strzałem w potylicę”).

 
Wojciech Wencel, In hora mortis
 
Jeszcze Polska nie zginęła póki my giniemy
póki nasi starsi bracia wędrują do ziemi

tam tajemne biją źródła tryskają strumienie
tam śmierć pada na kolana przed wiecznym istnieniem

tam zabici w ciemnym lesie modlą się za nami
tam powstańcy do Śródziemia idą kanałami

ścieżka wiedzie przez grób Pański – nie ma innej drogi
trzeba się owinąć w całun biały i czerwony

gdy przestaną nas hartować strzałem w potylicę
samoloty będą spadać za lub przed lotniskiem

mroźny wiatr ze wschodnich kresów wciąż nam wieje w plecy
gnie się trzcina nadłamana tli się płomyk świecy

a im bardziej bezsensowny twój zgon się wydaje
tym gorętsze składaj dzięki że jesteś Polakiem

naród tylko ten zwycięża razem ze swym Bogiem
który pocałunkiem śmierci ma znaczoną głowę
 

*

 

Rymkiewicz swój wiersz oparł na jednoznacznej opozycji – są dwie Polski: „jedna chce się podobać na świecie / I ta druga – ta którą wiozą na lawecie”. Rzecz jasna lepsza i prawdziwsza jest Polska na lawecie – Polska Prawdziwych Polaków, którzy z pochylonym czołem idą w cmentarnym korowodzie; czytamy: „To co nas podzieliło – to się już nie sklei / Nie można oddać Polski w ręce jej złodziei”.

 
J. M. Rymkiewicz, Do Jarosława Kaczyńskiego
 
Ojczyzna jest w potrzebie – to znaczy: łajdacy
Znów wzięli się do swojej odwiecznej tu pracy

Polska – mówią – i owszem to nawet rzecz miła
Ale wprzód niech przeprosi tych których skrzywdziła

Polska – mówią – wspaniale lecz trzeba po trochu
Ją ucywilizować – niech klęczy na grochu

Niech zmądrzeje niech zmieni swoje obyczaje
Bo z tymi moherami to się żyć nie daje

I znowu są dwie Polski – są jej dwa oblicza
Jakub Jasiński wstaje z książki Mickiewicza

Polska go nie pytała czy ma chęć umierać
A on wiedział – że tego nie wolno wybierać

Dwie Polski – ta o której wiedzieli prorocy
I ta którą w objęcia bierze car północy

Dwie Polski – jedna chce się podobać na świecie
I ta druga – ta którą wiozą na lawecie

Ta w naszą krew jak w sztandar królewski ubrana
Naszych najświętszych przodków tajemnicza rana

Powiedzą że to patos – tu trzeba patosu
Ja tu mówię o sprawie odwiecznego losu

Co zrobicie? – pytają nas teraz przodkowie
I nikt na to pytanie za nas nie odpowie

To co nas podzieliło – to się już nie sklei
Nie można oddać Polski w ręce jej złodziei

Którzy chcą ją nam ukraść i odsprzedać światu
Jarosławie! Pan jeszcze coś jest winien Bratu!

Dokąd idziecie? Z Polską co się będzie działo?
O to nas teraz pyta to spalone ciało

I jest tak że Pan musi coś zrobić w tej sprawie
Niech się Pan trzyma – Drogi Panie Jarosławie
 

*

 

Wiersz Szymona Babuchowskiego znacznie różni się od tych przedstawionych powyżej – mniej tu nachalnej symboliki i kategorycznego tonu, więcej refleksji niż propagandy.

 
Szymon Babuchowski, Tren smoleński
 
jest przejście w tamtym lesie – uchylone okno
przez które wyfruwali z piwnicy na światło
jakby ostry świst kuli zmieniał ich w aniołów
jakby im rosły skrzydła od jednego strzału

w prześwicie widać łąkę i czerwone maki
Polskę o której śnili której ani oko
ani ucho nie pozna – tylko ziarnko wiary
wrzucone tu przez okno kiedyś wyda owoc

w to przejście wpadli teraz jak żywe pochodnie
i płoną razem z nimi na wspólnym pogrzebie
jest przeciąg w tamtym lesie – wywiewa przez okno
samolot nawleczony na ucho igielne

Reklamy