Ni stąd ni zowąd Krzysztof Varga stał się dla mnie jednym z ciekawszych prozaików ostatnich lat. Jego książki przez długi czas omijałem szerokim łukiem, bo zrażały mnie często pojawiające się w recenzjach określenia „gniot”, „grafoman” itp. W końcu zaryzykowałem, kupiłem jeszcze ciepły egzemplarz Alei Niepodległości i dałem się zaskoczyć, o czym już pisałem. Mój kredyt zaufania do autora Tequili rósł zresztą od dłuższego czasu z lekturą każdego kolejnego felietonu w „Dużym Formacie”.

 

Powoli więc nadrabiam zaległości i jestem właśnie po lekturze Nagrobka z lastryko, który w 2008 roku dotarł do finałowej siódemki Nike, gdzie ostatecznie przegrał ze świetnymi Biegunami Tokarczuk. Moim zdaniem jury powinno było podzielić statuetkę na pół, bo Nagrobek jest książką znakomitą – dowcipną, inteligentną, która w ironiczny, ale ciepły sposób krytykuje naszą kulturę (masową) i przyzwyczajenia, obnaża śmieszności. Co kilka stron natknąć się można na bonmot, którego i Pilch by się nie powstydził (zwłaszcza od kiedy pisze średnio udane felietony dla „Przekroju”).

 

Całość pisana jest z punktu widzenia narratora, który żyje w latach 70. XXI wieku – świat stoczył się już na samo dno, pozostaje snucie wspomnień o naszej kulturze, której podwalinami było „liczenie pieniędzy i walenie konia”, a która pozostawiła po sobie jedynie „katalog IKEI i antologię młodej poezji”. W przyszłości, w której żyje narrator, nie ma antykwariatów, zaś papierosy i kawa są jednymi z droższych używek, z czego te pierwsze są praktycznie niedostępne i nielegalne. O czasach jemu współczesnych dowiadujemy się jednak niewiele, bo oddaje się wspomnieniom – opowiada o matce (która urodziła go przez niepokalane poczęcie) i dziadkach, a zwłaszcza dziadku – Piotrze Pawle, w którym można się dopatrywać bohatera naszych czasów, zaprzęgniętego w katorżniczą pracę w korporacji, dwa razy w roku wyjeżdżającego na wakacje do Chorwacji.

 

Varga pokazuje, że tak naprawdę zmieniają się tylko atrybuty, życie nie zmienia się wcale i nieubłaganie kończy śmiercią; koło historii zatacza kolejne kręgi – w 2023 roku wybucha wojna, w wyniku której Polska znów znika z map świata, zaś po przegranej 7:1 z Botswaną odpadamy z kolejnego mundialu itp. Zza fasady ironii i zgorzknienia wystaje jednak autentyczna czułość do tego, co minęło – moim zdaniem Varga pisze prozę terapeutyczną, w której stara się leczyć swoje i nasze lęki przed tym, co nieuniknione.

 

PS Warto przeczytać Nagrobek choćby dla świetnego monologu diabolicznego dentysty – Helfajera, który walcząc z krwawiącą piątką Piotra Pawła odsłania swoje piekielne oblicze. Może nie jest to tak sugestywna scena jak w Doktorze Faustusie Manna, ale robi wrażenie.

Advertisements