Ponury hol, wysiedziane fotele, rozkład jazdy pociągów podmiejskich zamknięty w drewnianej gablotce, korkowa tablica ogłoszeń. Gimnastyka, rehabilitacja, masaże w domu. Szpetota starej boazerii (…) Wiecznie skrzypiące schody, olejna lamperia, wytarty chodnik. Żadne salony, ale ich tutaj ciągnęło. Atmosfera. Mały, obskurny przybytek na pustyni, przystanek w wędrówce. Nasza arka. Tutaj byli, tutaj byliśmy u siebie. I tutaj zawsze będziemy.

Są książki, które czyta się z uczuciem dławienia w gardle, których każde zdanie przesiąknięte jest tęsknotą i niewyrażalnym smutkiem. Pensjonat Piotra Pazińskiego to opowieść o minionym, o stracie i braku ciągłości. Narrator oprowadza nas po opustoszałym żydowskim ośrodku wypoczynkowym, który kiedyś tętnił życiem, zewsząd rozbrzmiewały śmiechy i rozmowy, gdzie zażarte spory o to, czy Bóg rzeczywiście istnieje przerywał brzęk filiżanek bądź dzwonek wzywający na obiad. Teraz pensjonat milczy, i ta nieznośna, pełna rozpaczy cisza wypełnia całą powieść.

 

Paziński należy do twórców, którzy zaliczani są do tzw. „drugiego pokolenia” – choć opisują Holokaust bądź jego skutki, sami nie mogą go pamiętać, bo urodzili się po wojnie: „pamięć tego pokolenia Marianne Hirsch określa jako post-pamięć (post-memory), James E. Young – „pamięć pamięci świadków” tworzącą „przeszłość zastępczą/pośrednią” (vicarious past), Nadine Fresco – „pamięć nieobecną” (absent memory) lub „dziurę w pamięci” (hole in memory), a Henri Raczymow – jako „pamięć podziurawioną” (mémoire trouée) czy też przestrzeloną” (więcej tutaj). W polskiej prozie nurt postpamięci reprezentują m.in. Piotr Szewc (Zagłada, Zmierzchy i poranki, Bociany nad powiatem) i J. M. Rymkiewicz (Umschlagplatz); Pensjonat Piotra Pazińskiego można bez skrępowania włączyć do tego zacnego grona, powiem więcej – moim zdaniem jest to książka piękniejsza i bardziej przekonująca od poprzedniczek.

 

Bezimienny bohater powieści wraca po wielu latach do podwarszawskiego pensjonatu, w którym spędzał wakacje będąc dzieckiem. Podupadły, chylący się ku upadkowi budynek zamieszkany jest teraz przez kilkoro ludzi, którzy początkowo traktują przyjezdnego nieufnie, by z czasem otworzyć się przed nim i zacząć dzielić wspomnieniami. Narrator wyznaje: „wszystko, co tutaj robię, to archeologia pamięci zapadłej w mroku”; puste pomieszczenia wypełniają się znajomymi sylwetkami Żydów, których kiedyś poznał; ich twarze musi przypominać sobie z pożółkłych fotografii. Pensjonat jest swego rodzaju mauzoleum – każdy przedmiot czy pomieszczenie odsyłają do kogoś, kto umarł dawno temu; ci, którzy jeszcze trwają, stoją na straży pamięci, kolekcjonują różne stare śmieci, by jak najmocniej zakotwiczyć się w życiu:

W tym domu każdy coś zbiera i chomikuje na wieczne czasy. Kolekcja przepalonych żarówek pana Chaima, przecież mogą się przydać, rupieciarnia u doktora Kahna, wielka kolekcja widokówek u pani Teci, ze znaczkami z całego świata. Głosy znów dobiegały z oddali i już nie bardzo wiedziałem, kto mówi: kierownik czy oni tam, wtedy.

To, co realne, miesza się z przeszłością i sennym marzeniem, pamięć ożywia zapomniane postaci, które chcą zdążyć na tę „wielką wyprzedaż wspomnień”. Polecam.

Reklamy