Gdyby nie informacja na okładce, że bohaterem powieści jest nauczyciel języka polskiego, raczej nie sięgnąłbym po Nieludzką komedię Jerzego Franczaka. A tak, nie mogłem się oprzeć – jakaś perwersyjna potrzeba kazała mi tę książkę kupić, chociaż spodziewałem się, że drugiego Dnia świra z tego nie będzie.

 

Przeczucie mnie nie zawiodło. Emil Król, egzaltowany polonista i początkujący pisarz (raczej grafoman), dzieli się z czytelnikiem swoimi pretensjonalnymi przemyśleniami, które sprowadzić można do formuły „ja mam zawsze rację, a wy jesteście beznadziejni”. Uczniowie Emila są tępi, jego dziewczyna nudna i brzydka (bardzo mizoginiczny jest nasz bohater), świat jest bezsensowny i nie daje nadziei na lepsze jutro, czego dowodem jest rychłe, dyscyplinarne zwolnienie go ze szkoły. Uwaga!, jest to jeden z trzech kluczowych momentów, jakie znajdziemy na kartach tej niezwykłej powieści – bohater zatrudnia się w punkcie ksero, gdzie wreszcie znajduje chwilę wytchnienia: „wykonywał mechaniczne gesty, przewracał kartki, wciskał guziczek, zamykał klapę”, jego „duch” tymczasem „błąkał się po dalekich rejonach”. Niecierpliwym zdradzam od razu pozostałe dwa wydarzenia: 1) Natalia, dziewczyna Emila, informuje go, że zaszła w ciążę, 2) Emil zabija Natalię nożem.

 

Gdyby to chociaż był kryminał albo horror społeczny! Franczak niestety minął się z powołaniem i napisał kiepsko czytającego się gniota (aż dziw bierze, że nominowano go do „Paszportu Polityki” czy „Śląskiego wawrzynu literackiego”). Miało być groteskowo, cynicznie i z dowcipem, ale humor niemiłosiernie skrzypi, cynizm rodem z M jak miłość a groteską są tylko myśli głównego bohatera. Mamy w tej książce zbrodnię, szkoda że jej lektura to kara.

Advertisements