W nowym „Toposie” (2-3/2010) debata o tym, które dwudziestolecie było lepsze – międzywojenne czy to, które rozpoczęło się po 1989 roku? Wstępniaka napisał Krzysztof Dybciak; początkowe partie tekstu podkreślają oczywiste podobieństwa między wspomnianymi okresami (odzyskanie niepodległości, zwłaszcza komunikacyjnej; uwolnienie się od ideologicznego jarzma; pragnienie radykalnej odnowy i przemiany rzeczywistości), w kolejnych zaczyna się „szukanie dziury w całym”. Niby nie możemy „przejść od zdań opisujących do oceniających”, bo te dwie rzeczywistości były zupełnie różne, z drugiej jednak strony autor tekstu pokusił się o kilka porównań, których esencjonalną próbę cytuję poniżej:

(…) zapytajmy o wartość zjawisk, które wydają się podobne w obu dwudziestoleciach. Czy poeci „bruLionu” dorównują skamandrytom? Jak wypada Świetlicki w zestawieniu z międzywojennym Wierzyńskim, jak Podsiadło z Tuwimem a Koehler z Lechoniem lub Iwaszkiewiczem? Czy późniejsi poeci Wojciech Wencel i Tomasz Różycki dorównują debiutującym po skamandrytach Przybosiowi, Czechowiczowi, Miłoszowi? A jak to jest wśród pisarek? Czy Olga Tokarczuk lub Magdalena Tulli napisały dzieła dorównujące „Nocom i dniom” Dąbrowskiej? (…) Czy w krytyce i badaniach literackich jest zauważalny postęp, a więc, czy Markowski, Czapliński, Śliwiński, Urbanowski przewyższyli Borowego, Kołaczkowskiego, Wykę i Frydego?

Rzecz jasna Dybciak ze smutkiem konstatuje, że nie dorównali, nie przewyższyli (pytania do Dybciaka: czy Staff przewyższył Mickiewicza? Czy Lechoń dorównał Krasińskiemu? Peiper więcej dla polszczyzny uczynił niźli Rej? Itd., itp.). Artykuł Dwa dwudziestolecia – międzywojenne i najnowsze uzupełniają pierwsze odpowiedzi na ankiety rozesłane wśród krytyków literackich i pisarzy. Gdyby ktoś zapytał mnie o zdanie, na wszystkie cytowane pytajniki odpowiedziałbym – jasne, że dorównali/ły, zdarzyło im się nawet antenatów przewyższyć. Brakuje dystansu czasowego, by w pełni docenić współczesnych pisarzy, stąd – jak myślę – wynika traktowanie ich po macoszemu. Jestem pewien, że takie nazwiska jak Tokarczuk, Stasiuk, Kruszyński, Huelle, Pilch, Świetlicki, Sosnowski, Tkaczyszyn-Dycki, Czapliński, Śliwiński, Markowski (nawiasem mówiąc, ciekaw jestem, co napisze w ankiecie ten ostatni – pamiętam jego stwierdzenie z ubiegłego roku: „literatura okresu 1989–2009 była nieciekawa”, większość wydanych w tym okresie książek to „pociągowe czytadła”)  i wiele innych będą zmorą uczniów na lekcjach języka polskiego tak, jak teraz zmorą jest Miłosz, Grudziński i Herbert. I bardzo się z tego powodu cieszę.

Reklamy