Podejrzewam, że nie jestem jedyną osobą, która – mimo żywego zainteresowania literaturą – nazwisko laureata tegorocznej edycji Kościelskich usłyszała niedawno po raz pierwszy. Zwycięzcą jest Marcin Kurek, a właściwie jego poemat Oleander, wydany przez „Zeszyty literackie”. Jacek Dehnel, zapytany dzisiaj w audycji „Pod tytułem” radia TOK FM o wagę wspomnianej nagrody wyznał: „był to reflektor, który wydobył mnie znikąd”.

Kurkiewiczowi udało się porozmawiać chwilę z laureatem, który odebrał telefon w przydrożnym barze gdzieś w Hiszpanii. Kurek podkreślił, że wybór takiej a nie innej formy książki nie był przypadkowy, lecz wynikał z „temperamentu poetyckiego”, a sam Oleander pisany był długo i można go uznać za spóźniony debiut literacki. Ciekaw jestem, co się za tą ascetyczną okładką kryje, choć z drugiej strony za dużo dla mnie tych debiutów, za dużo poezji w ogóle, czuję się nią osaczony (zwłaszcza gdy myślę o tegorocznych nagrodach literackich), mamy w końcu w Polsce tysiące poetów. Pójdę chyba na poetycki detoks, w ramach terapii przeczytam Józefa i jego braci albo chociaż Lunatyków, może zbiorę siły zanim ogłoszą laureata Nike.

Reklamy