Poetycki detoks zaliczony, dla równowagi zacząłem zaglądać do Kielonka. Powieść kongijskiego pisarza Alaina Mabanckou jest pierwszą książką wydaną przez oficynę Karakter (książką – trzeba dodać – wydaną pięknie). Redaktorzy się spisali: oprócz wysmakowanej szaty graficznej wybrali też chwytliwy temat na debiut, mianowicie deliryczny, pozbawiony kropek monolog 64-letniego alkoholika, który spędza czas przesiadując w knajpie „Śmierć kredytom”. Ten bar to taki krakowski „Piękny pies” (którego właściciel, notabene, też wydał „pijacką” książkę) albo poznańska „Cafe Mięsna”, czyli miejsce prawie kultowe, co za tym idzie – mające specyficzną klientelę (o niej za chwilę) i jasne zasady.

 

Te, które obowiązują w „Śmierci kredytom”, brzmią mniej więcej tak: „prawo wyboru butelki bez sprzeciwu kelnerów, prawo zachowania do połowy opróżnionej butelki do dnia następnego, prawo do butelki gratis po dziesięciu dniach stałej obecności w barze (…) zakaz uczestniczenia w bójkach, zakaz wymiotowania w lokalu”. Tytułowy bohater korzysta i przestrzega tych zasad nader skwapliwie, podobnie jak inne postaci, które pojawiają się w jego opowieści – „pampersiarz”, który niesłusznie oskarżony o molestowanie córki, dwa i pół roku spędził w więzieniu, gdzie codziennie gwałcony był przez współwięźniów; Drukarz, którego świat zawalił się, gdy odkrył, że jego żona sypia z jego synem z poprzedniego małżeństwa; Spłuczka, prostytutka, która potrafi sikać najdłużej na świecie; oszust Mouyeke, przemieniający „kocie siki w czerwone wino”; Joseph, „czarny Van Gogh” i inni. Łatwo się domyślić, że „Śmierć kredytom” skupia samych nieudaczników, wykolejeńców, życiowych przegranych.

 

Gdyby Mabanckou na tym poprzestał, książka byłaby jednowymiarowa, w końcu ile można słuchać wynurzeń pijaka (jest w książce trochę dłużyzn, pijackich zapętleń)? W ten szaleńczy monolog pisarz wplótł jednak liczne aluzje do klasyki literatury, często ledwie napomknienia (statek pijany, śmierć na kredyt, Querelle z Brestu); z odwagą obnażył kompleksy, które ma Afryka względem Zachodu oraz wyrzuty sumienia, które Zachód powinien mieć jako kolonizator (Kielonek to dyskurs postkolonialny w pigułce), i – co najważniejsze – zrobił to dowcipnie, bez sięgania po zbędny patos.

Reklamy