Gniot w kaplicyTomasz Piątek, jeden ze stałych współpracowników Krytyki Politycznej, regularnie publikujący na ich stronie przydługawe felietony, postanowił dać odpór szaleństwu, w którym pogrążyło się ostatnimi czasy nasze społeczeństwo. Węża w kaplicy obmyślił sobie autor jako książkę-farmakon, która będzie miała wielką moc: „być może kilka osób przeczyta tę książkę i coś się w nich zmieni”. W sensie, że otrząsną się z nekrofilii politycznej, dawniej zwanej mesjanizmem. We mnie zaszła głęboka przemiana i jednego jestem pewien – więcej Piątka czytać nie będę.

 

Wąż nawiązuje do tradycji Entwicklungroman. Piątek ułatwia sobie zadanie jak może – nie dość, że bohaterem pierwszej części książki jest dziecko, to na dodatek obcokrajowiec, więc wszystko trzeba głuptasowi tłumaczyć (a czytelnika szlag trafia). Młody bohater, Andreas Issli, poł-Austriak, pół-Włoch, próbuje pozyskać przyjaźń polskich rówieśników z Krakowa, gdzie uczęszcza do szkoły. Pomocną dłoń wyciąga Janek, który wprowadza bohatera w tajniki polskości. Hardkorowy katolicyzm, mesjanizm, odkupienie win, hart ducha, poświęcenie, wolność, walka, powstania, ołtarze, kapliczki itp. to pierwsze nauki, jakie pobiera od przyjaciela Issli. Nasz bohater zaczyna dojrzewać, czytelnik zaś ma okazję delektować się takimi frazami, jak „Polska jest jak Pan Jezus” albo „Powstanie – to słowo jest święte”.

 

Niestety, im dalej, tym gorzej: rzecz staje się bezgranicznie pretensjonalna. W drugim rozdziale książki Issli, który wyjechał do Wiednia studiować psychiatrię, w bliżej nieokreślony sposób staje się personą na tyle znaną, by móc spotkać się najpierw z Freudem (bełkotliwy dialog o nieświadomości), następnie z Jungiem (bełkot dot. archetypów), w finale zaś z Hermannem Goeringiem oraz Hansem Frankiem. Doprawdy, zabrakło tylko wizyty u Hitlera. Pomijając już pretensjonalność samego pomysłu, nie sposób przejść obojętnie obok tematu tych rozmów – Issli każdą spotkaną osobę wypytuje o Polskę i jej niezdrową skłonność do poświęceń i składania ofiar; pod koniec powieści przeprowadza psychoanalizę aresztowanego przez siebie polskiego poety (Baczyński?).

 

Podsumowując: Wąż w kaplicy jest książką irytującą, nudną, kiepską językowo (zwłaszcza pierwszy rozdział – stylizacja na polszczyznę końca XIX wieku) i konstrukcyjnie (dziury w narracji). Pod wieloma względami wtórną (Entwicklungroman, bohater-nazista pożyczony od Littella) i schematyczną. Jeśli chce Piątek leczyć Polaków z polskości, niech leczy felietonami, proszę.

Advertisements