Po wtopie z Piątkiem postanowiłem ostrożniej dobierać sobie lektury, więc zanim zdecydowałem się na zakup nowej książki Jarosława Maślanka, Apokalypsis ’89, zrobiłem mały risercz, mianowicie przeczytałem jego debiutancką powieść – Haszyszopenki. Książka reklamowana była jako „horror ipeenowsko niepoprawny”. Nie wiem do końca jak to interpretować, w każdym razie elementy makabryczne pojawiają się dopiero pod koniec książki. Cała reszta to dobrze napisana powieść przygodowa.

 

Dawno czegoś takiego nie czytałem – akcja nabiera tempa już na początku książki i nie zwalnia aż do końca; czułem się trochę jakbym znów był małym chłopcem, który pożera kolejną opowieść o perypetiach Tomka Wilmowskiego. Rzecz rozgrywa się w małym miasteczku (brak dokładnych danych) w roku 1982. Takie uczasowienie mogłoby sugerować, że Maślanek będzie pisał o stanie wojennym itp., ale jest inaczej. Bohaterem powieści jest dwunastoletni Maksymilian, który wraz z nieodłącznym kompanem, Wronkiem (trop WRON-y?), zajmuje się tym, czym zajmują się przeciętni 12-latkowie podczas wakacji – budują bazy, włóczą się po lesie, rozbijają sobie nosy i kolana, płatają figle sąsiadom.

 

Świat, który wyłania się z opowieści Maksa, mimo że nie jest opisywany z przesadną pieczołowitością, jest ponury i przygnębiający, nic zatem dziwnego, że chłopiec ucieka w krainę dziecięcych fantazji – statków kosmicznych, pikujących messerschmittów, bagiennych potworów etc. Dorosłym pozostaje wódka – „wytwórnianka” albo pędzony w piwnicy bimber – która leje się strumieniami; piją przed wyjściem do pracy na rozgrzewkę, po pracy zaś udają się w ustronne miejsce, by dopić to, co napoczęli rano. Mieszkania w bloku przypominają ciemne i wilgotne nory, w których mieszkają i mieszają się ORMO-wcy, milicjanci, bumelanci, złamani działacze „Solidarności”, nauczyciele i in. Wszyscy przyczajeni przed judaszem, obserwujący się nawzajem, obezwładnieni brakiem perspektyw i mający jedną wymówkę: „jutro mogą wejść Ruscy”. Można zarzucić Maślankowi, że zmarnował temat na świetną, głęboką powieść polityczną, że mógł spojrzeć na ten świat oczami dorosłego i pokusić się o jakąś analizę upadku PRL-u. Tym razem jednak zamiast narzekać, warto po prostu oddać się wciągającej lekturze.

 

(Przy okazji: dzisiaj mija rok, od kiedy wystartował readeatslip. Jest kilku stałych bywalców, jest 12 tys. wyświetleń – dziękuję za uwagę, pozdrawiam).

Advertisements