Nie jestem ani znawcą, ani zagorzałym fanem kryminałów; do lektury debiutanckiej powieści Tadeusza Cegielskiego pt. Morderstwo w alei Róż zachęciła mnie informacja o tym, że akcja powieści rozgrywa się w powojennej Warszawie, w 1954 roku. Mimo że słabo orientuję się w temacie, zaryzykuję stwierdzenie, że kryminał Cegielskiego jest bardzo nieklasycznym kryminałem: pytanie o to, kto zabił, szybko schodzi na dalszy plan, a czytelnika zajmują zupełnie inne kwestie.

 

Głównym wątkiem powieści jest starcie dwóch porządków, reprezentowanych przez Ryszarda Marię Wirskiego, kapitana MO, oraz Mikołaja Kowadłę, majora UB. Wirski, sześćdziesięcioletni dżentelmen, który służbę w policji rozpoczął jeszcze przed wojną, z wykształcenia jest prawnikiem, zna języki obce, zaczytuje się w literaturze europejskiej i w szarmancki sposób zdobywa kolejne młode i piękne kobiety. Kowadło jest jego przeciwieństwem – prosty i bezduszny, niegdyś parobek, teraz nadużywający władzy oficer służb bezpieczeństwa, który najpierw bije, a dopiero potem pyta; jeśli ma randkę, to najpewniej jest ona wynikiem niewyszukanego szantażu. Miało być jednak o porządkach: Wirski reprezentuje epokę przedwojenną, która – oględnie rzecz ujmując – ukazana jest w Morderstwie jako prawie rajska; Kowadło z kolei zdaje się symbolizować całe zło, wynaturzenie i zgniliznę powojennej, komunistycznej Polski. Nie powinno zatem nikogo dziwić przekonanie bohatera, że i zbrodnie były kiedyś bardziej zajmujące:

(dawniej) prowadził sprawy, których bohaterami byli artyści i dziennikarze, finansiści i kupcy, piękne kobiety i ich brzydcy kochankowie, pospolici bandyci, złodzieje i prostytutki, ale też prawdziwi wirtuozi zbrodni. Nikt z tych ludzi nie przeżył wojny; a jeśli nawet, to dogorywał gdzieś na obrzeżach miasta lub na emigracji. Na placu policyjnego boju pozostali jaskiniowcy walący łomem w ciemnych zaułkach, pijacy tłukący na śmierć swoje żony, zdziczałe dzieci obrabiające na gruzowiskach gości z barów na Marszałkowskiej. Współczesna zbrodnia straciła indywidualny i ludzki wymiar, stała się (…) efektem przypadku.

Łatwo sobie tedy wyobrazić poruszenie bohatera, gdy przydzielona mu zostaje najnowsza sprawa. W tajemniczych okolicznościach ginie towarzysz Bogusław Szczapa, wysoko postawiony działacz partyjny, podejrzewany o homoseksualizm i zadawanie się z „elementami artystycznymi”, uzależniony od środków odurzających. Wirski rozpoczyna dochodzenie, jednak im bliżej jest rozwiązania zagadki, tym więcej napotyka przeszkód, tym ostrzej zagrywa niechętna mu ubecja. Konflikt pomiędzy funkcjonariuszami milicji a służbą bezpieczeństwa rozgrywa się w znakomicie oddanej atmosferze na poły zrujnowanego miasta; Wirski i Kowadło niby dwaj szeryfowie toczą decydujący pojedynek o władzę w powoli odradzającej się stolicy.

 

Dobrze się to czyta, pewnie dlatego, że Cegielski nie starał się przemycić w książce jakichś wzniosłych idei. Jest dobry i zły bohater, jest zbrodnia, czego potrzeba więcej?

Advertisements