Tegoroczną, 2. edycję Festiwalu Literackiego im. J. Conrada rozpoczął koncert Andrzeja Stasiuka i Mikołaja Trzaski z zespołem. Stasiuk, znany skądinąd jako pisarz, ewentualnie poeta (do czego się nie przyznaje), postanowił najwidoczniej spróbować czegoś innego. Pewnie wszyscy znacie legendarne początki Świetlików: rok 1992, Kraków, grudzień, Marcin Świetlicki śpiewa (melorecytuje, wypluwa? etc.) swoje wiersze na pierwszym koncercie zespołu w Pałacu Pugetów, wśród publiczności Poeta i Poetka, których nie lubię. Sięgam po tę anegdotę nie bez kozery – Świetlicki też nagrał płytę z Trzaską, Cierpienie i wypoczynek, teraz kolej na Stasiuka.

Przed koncertem wyobrażałem sobie, że pisarz stanie przed mikrofonem i nerwowo podrygując zacznie recytować swoje teksty. Stasiuk jednak siedział, tekstów nie recytował, za to całkiem przejmująco czytał fragmenty Dziennika pisanego później. Nie było to tak porywające i zabawne jak wieczory z prozą Janusza Rudnickiego, ale do nowej książki Stasiuk mnie przekonał. Nie od dziś wiadomo, że podróżując po Bałkanach, pisarz szuka perspektywy, z której trzeźwo można spojrzeć na naszą ojczyznę (Ojczyznę?). W Dzienniku mu się to udaje – zjadliwe fragmenty o bazylice w Licheniu, upodobaniu Polaków do plastikowych klapek („powinny już dawno być w polskim godle”) czy szarości w PRL-u (o tym jeszcze napiszę) to świetne kawałki podane w trzaskającym sosie (Trzaska ma takie a nie inne nazwisko raczej nieprzypadkowo).

Advertisements