Zima znów zaskoczyła drogowców; dla tych, którzy ugrzęźli w domu, w księgarni albo bibliotece i nie mogą się stamtąd w żaden sposób wydostać, przygotowałem listę kilku „mroźnych” powieści, czyli takich, których akcja rozgrywa się w trzaskającym mrozie, po kolana w śniegu.

 

Na początek Zamek Kafki: „Był późny wieczór, kiedy K. przybył. Wieś leżała pod głębokim śniegiem. Góry zamkowej nie było wcale widać, otoczyły ją mgły i mrok, nawet najsłabsze światełko nie zdradzało obecności wielkiego zamku”. Numer dwa – Thomas Bernhard i jego przeszywający Mróz, wstrząsany paroksyzmami szaleństwa: „– Nie jestem malarzem – powiedział dzisiaj – co najwyżej byłem pacykarzem. Byliśmy w lesie. Bez słowa. Przemawiał jedynie mokry, oblepiający stopy kilogramowym ciężarem śnieg, wtrącał się niezrozumiale wprawdzie, lecz stale. W milczenie”. Po lesie błąkają się również bohaterowie Białego kruka, powieści, która przyniosła Andrzejowi Stasiukowi sławę i uznanie. Pięciu dorosłych, „prawdziwych” facetów wybiera się w góry, by jeszcze raz zaznać przygody: „Był początek lutego i przyszła ta cholerna odwilż. Szliśmy już czwartą godzinę, przemoczeni po same jajca, ale to jeszcze dałoby się wytrzymać, gdyby śnieg był jako tako twardy. Ale nie. Wiał halny i każdy krok to była dziura do kolan, a na spodzie chlupała woda. Las huczał nad głową bez chwili przerwy i można było od tego zwariować”.

 

W podobnie beznadziejnej aurze rozgrywa się akcja ostatniej powieści Olgi Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych. Jako że książka mi się nie podobała, nie będę jej polecał; jako zastępstwo proponuję świetne opowiadanie Czysty kraj z Ostatnich historii. Osobne miejsce zajmuje powieść Italo Calvino Jeśli zimową nocą podróżny, która rozpoczyna się – jak można się domyślić – zimową nocą, na dworcu kolejowym. Taka sama sceneria towarzyszy Brodskiemu w otwarciu eseju o Wenecji, Znaku wodnym. Czytam Przezroczystość Marka Bieńczyka, który przypomina mi o Zmarłych Joyce’a: „Znów zaczął padać śnieg. Gabriel przyglądał się sennie srebrzystym i ciemnym płatkom, które padały ukośnie, przecinając smugę światła latarni. Nadeszła pora, by wyruszyć na zachód. Gazety miały rację: śnieg padał w całej Irlandii”.

 

Na koniec – last but not least – Siekierezada Edwarda Stachury. Jak komuś nie chce się czytać, zawsze może obejrzeć:

 

Advertisements