Gdy czyta się obok siebie ostatnie dwie książki Justyny Bargielskiej – tom poezji Dwa fiaty i wydany niedawno zbiór krótkich próz Obsoletki – trudno nie odnieść wrażenia, że tworzą one swoistą „dylogię macierzyńską”, w której powraca ten sam zestaw motywów: dzieci, rodzina, ciąża, strata. To, co w Dwóch fiatach podlegało uwzniośleniu lub było przemilczane, w Obsoletkach powraca ze zdwojoną siłą, bez ogródek.

 

Bohaterka zbiorku, Justyna (porte-parole autorki) pracuje w organizacji pozarządowej pomagającej kobietom, które straciły dziecko – poroniły ciążę bądź „urodziły” martwy płód. Organizuje różnego typu spotkania pomocowe, zajmuje się też fotografowaniem – na życzenie rodziców – zmarłych noworodków (wyglądających często jak „zeschnięta wątróbka”). Większość czasu spędza w domu, gdzie pełni rolę przykładnej matki. „Mój świat kręci się wokół dzieci” – wyznaje – „Nie ma drugiego tak głębokiego lasu”. Łatwo się w tym lesie obowiązków zgubić, zamęczyć czytelnika relacjami z codzienności, ale na szczęście Bargielską prowadzi językowa ironia, sarkastyczny humor i – mimo wszystko – dystans do opisywanych wydarzeń:

Żeby uczcić pamięć naszych utraconych dzieci, w słoneczne jesienne popołudnie zbierzemy się w parku miejskim i wypuścimy w powietrze napełnione helem błękitne i różowe baloniki. Kolory: różowy i niebieski symbolizują solidarność z osieroconymi rodzicami, którzy stracili swoje dzieci (…). – To było wspaniałe – podchodzą potem i mówią. – To było jak pogrzeb, którego nie mogliśmy mieć. Dziękujemy. (…) W torbie mam laleczkę (…): ma dokładnie tyle centymetrów, ile miało moje dziecko, gdy umarło. A, tak ją sobie noszę. – Wiecie co – mówię – spierdalajcie, dziwki. Chcę teraz spędzić tysiąc lat sama ze swoją laleczką na dnie brudnej rzeki.

Bargielska co rusz wybija czytelnika z błogostanu, najpierw nadmuchuje balon wzniosłości, by po chwili przekornie go przekłuć. Zabija niezłego feministycznego ćwieka: wyzwolona, nowoczesna kobieta, ngo-ska zadowolona ze swojej pozycji społecznej, prawdziwe spełnienie odnajduje w macierzyństwie i rodzinie o lekko patriarchalnym wychyleniu. Praca zawodowa nie koliduje z życiem prywatnym, zaangażowana działaczka jest równie zaangażowaną matką. Słowo na F ciałem się stało (readeatslip, 1, ∞).

Advertisements