Nowy FA-art (1-2/2010) z prowokacyjnym tytułem na okładce: 10 ostatnich zmarnowanych lat (w literaturze) – kupić musiałem, sprawdzić kto i na kogo utyskuje, tymczasem – jak to często bywa – za prowokacją stoi niewiele, tytuł nijak się ma do treści. Najważniejszy tekst numeru, Dziesięć lat minęło Aliny Świeściak, referuje obiegowe, powszechnie znane opinie dotyczące polskiej poezji; wynudzony czytelnik, który liczy na jakąś porażającą puentę, srodze się zawiedzie – w zakończeniu tekstu badaczka rozbrajająco wyznaje, że nie zaskoczy czytelnika ani żadnym ciekawym podsumowaniem, ani „ostateczną konkluzją na temat jakości czy specyfiki polskiej poezji ostatniej dekady”, choć jako „zjawisko socjologicznoliterackie wydaje się ona niemal pasjonująca”. Komentarz chyba zbędny.
 

Co się działo w poezji ostatniego dziesięciolecia:
– nastąpiło „ostateczne urynkowienie”, poezja stała się elementem medialnej papki, m.in. z powodu medialnego zaistnienia nagród literackich (Nike, NLG, Kościelscy, Bierezin, Silesius);
– utrzymał się (chwiejny) podział na tych, którzy są za Miłoszem oraz tych, co wolą Przybosia, czyli klasycy versus awangarda;
– inne tradycje: Karpowicz, Wirpsza, Miłobędzka;
– poeci Brulionu w defensywie (ponieważ wydają statystycznie mniej tomów poetyckich w latach zerowych niż 90.);
– Andrzej Sosnowski zepchnął z piedestału Marcina Świetlickiego; w foyer czeka Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki;
– w polskiej poezji ostatniej dekady dominowała dykcja „śmiertelno-melancholiczna”.

 

Teraz ręka w górę: kogo olśniła powyższa wyliczanka? Albo lepiej zróbmy ankietę na najważniejszego poetę:

Reklamy