Murakami uwielbia szczegół: już po kilku stronach nowej powieści wiemy, że Aomame, która jedzie właśnie taksówką na ważne spotkanie (cena kursu: 2150 jenów) ma 168 cm wzrostu, jest szczupła i wysportowana, nosi elegancki, zielony kostium od Junko Shimady i pantofle od Charlesa Jourdaina. W powietrzu rozbrzmiewa Sinfonietta Janáčka. Zniecierpliwiona przedłużającym się postojem w korku wysiada z auta i schodami awaryjnymi opuszcza autostradę.

 

Jako że wkrótce Aomame zorientuje się, że świat jest jakiś inny, można te schody potraktować – z lekkim przymrużeniem oka – jako metaforę przemiany świata realnego w świat z roku 1Q94 („po japońsku wyraz „dziewięć” wymawia się jak angielskie Q, a q nawiązuje do ang. słowa „question” – pytanie”). Tak bohaterka nazywa otaczającą ją rzeczywistość, w której zauważa coraz liczniejsze, niewytłumaczalne z jej perspektywy zmiany (np. na niebie pojawia się drugi księżyc). A zazwyczaj twardo stąpa po ziemi, czego wymaga jej zawód – jest płatną morderczynią (stąd kosztowne stroje), Dexterem w spódnicy, i likwiduje mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet. Ta fraza pada w książce i nieprzypadkowo kojarzy się z kryminałem Larssona – klimat jest podobny, a i motyw przemocy wobec kobiet, bezradności systemu i pojawienie się swego rodzaju mścicielki zbliża Murakamiego do szwedzkiego pisarza.

 

Drugi, równoległy wątek rozwija się wokół postaci Tengo, matematyka, który w wolnych chwilach para się pisaniem artykułów do gazet i pracuje nad debiutem powieściowym. Jego przełożony zleca mu poprawienie powieści pt. Powietrzna poczwarka, zgłoszonej przez 17-letnią Fukaeri na konkurs literacki. Bohater podejmuje się zlecenia, poznaje piękną dziewczynę i jej zagmatwaną historię, w której pojawia się tajemnicza sekta Sakigake; czytelnik zaś z coraz większym napięciem czeka na to, co nieuniknione, czyli spotkanie Tengo i Aomame, która również tropi wspomnianą sektę.

 

O ile postać wyzwolonej i niezależnej Aomame związana jest z kwestią przemocy i równouprawnienia kobiet (choć bohaterka nie uważa się za feministkę), o tyle historia Tengo mimochodem odsłania kulisy działania mediów (debiut tajemniczej, pociągającej Fukaeri z miejsca staje się bestsellerem) i tajniki manipulacji, w wyniku której dziennikarze zaczynają krążyć jak rekiny wokół Sakigake. Gdybym musiał doszukiwać się motywu scalającego całość, powiedziałbym, że Murakami pyta o to, czym jest dzisiaj moralność.

 

Pierwszy tom trylogii Murakamiego to masa pytań i żadnych odpowiedzi – „to dopiero początek”, czytamy w przedostatnim rozdziale. Jak na razie dominuje też realistyczny obraz świata, do którego raz po raz przedostaje się coś niezrozumiałego, powoli rozpruwając rzeczywistość. Prztyczek w nos Muzie za seryjne błędy korektorskie i niedoszlifowane dialogi, które często brzmią sztucznie; Murakamiemu za te drętwe dialogi i sceny miłosne, podczas których on „wkłada penis”, ona zaś mówi: „teraz cię porządnie popieszczę. Zrobię ci tak dobrze, że się cały będziesz trząsł”.

 

Reklamy