W jednym z Wykładów amerykańskich Italo Calvino zajmuje się zagadnieniem dokładności, precyzji języka; pisze m.in.:

Czasami odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia z wybuchem epidemii, która godzi we właściwość najbardziej wyróżniającą rodzaj ludzki, to znaczy w użycie słowa; język zaatakowała dżuma, która objawia się utratą mocy poznawczych i bezpośredniości oddziaływania, poraża automatyzmem, który niweczy ekspresję na rzecz wyrażeń ogólnikowych, anonimowych, abstrakcyjnych, który rozmywa znaczenia, tłumi górne tony rejestru, gasi iskry buchające ze zderzenia słów w nowych kontekstach.

Ten fragment świetnie koresponduje z pewną powieścią, której autora ani tytułu do wczoraj nie mogłem sobie przypomnieć. Stan niepamięci trwał kilka lat(!): przekopywałem się przez notatki, pytałem znajomych, czy kojarzą powieść, której bohater wciąż na nowo przepisuje pierwsze zdanie swojej własnej powieści, bo – dążąc do perfekcji – wciąż jest niezadowolony z jego kształtu, ale nikt nie pomógł. To zdanie brzmi: „W piękny poranek majowy wytworna amazonka, siedząc na wspaniałej kasztance, jechała kwitnącymi alejami Lasku Bulońskiego” (tytuł powieści pojawił się w cytowanym powyżej fragmencie wykładu Calvino; zagadka, jak się okazało, była na poziomie liceum).

 

Czytam komiks Chopin. New romantic, wokół którego zrobiło się niedawno głośno; pierwsza historia, Paryż 1836 (Grzegorz Janusz, rys. Jakub Rebelka), znów odesłała mnie do pojęcia dokładności, szaleńczej precyzji. XIX-wieczny Paryż (świetnie narysowany!) to miejsce brudne i mroczne:

W jednej z kamienic mieszkają – niemal drzwi w drzwi – Chopin i Mickiewicz. Obaj skonstruowali maszyny, które przetwarzają słowo pisane na muzykę (lub odwrotnie); Mickiewicz wyznaje: „Im lepsze wiersze piszę na maszynie, tym piękniejsza muzyka się z niej wydobywa. A to motywuje mnie do jeszcze większego wysiłku twórczego, co sprawia, że muzyka jest jeszcze piękniejsza. Więc staram się coraz bardziej i tak bez końca”. Można tu jeszcze dorzucić Konrada (skojarzenie z Mickiewiczem przypadkowe) z Kalkwerku Bernharda, który stara się napisać studium o słuchu. I tak bez końca.

Reklamy