Na niekończącej się liście najbardziej charakterystycznych bohaterów i bohaterek literackich – obok Emmy Bovary, Leopolda Blooma czy Humberta Humberta – pojawiła się nowa postać, Henry Morgan, protagonista obszernej, nietuzinkowej powieści Klasa Östergrena pt. Gentlemani, która niedawno ukazała się – z trzydziestoletnią zwłoką – w znakomitym polskim tłumaczeniu.

 

Rzecz rozpoczyna się w 1979 roku, gdy Klas Östergren, narrator powieści, barykaduje się w przestronnym apartamencie w centrum Sztokholmu, zaciąga story i przy mdłym świetle lampki nocnej spisuje dzieje przypadkowo poznanych braci, Henry’ego i Lea Morganów, którzy rychło wplątali go w kryminalną aferę. Kto mu grozi, przed kim się ukrywa – wyjaśni się dopiero pod koniec książki; pytanie to zresztą dość szybko wietrzeje w głowie czytelnika, bo pierwsze strony powieści – utrzymane w klasycznie sensacyjnym stylu – są porywające. A skoro mowa o klasyczności: Gentlemani to powieść „staroświecka”, w której wielką wagę przykłada się do opisywanych przedmiotów, przestrzeni i wydarzeń. Mnóstwo tu szczegółów (np. dokładny spis przysmaków, jakie bohaterowie serwują sobie na kontynentalne – chyba z racji rozmiarów – śniadania, albo iście perekowskie opisy kamienic, ich piwnic, mieszkań i poddaszy), anegdot, które uzupełniają psychologię postaci i, krótko mówiąc, epickiego rozmachu.

 

O głównym bohaterze, Henrym Morganie, można by pisać godzinami, podobnie jak o pozostałych dwóch dżentelmenach. Jest to przede wszystkim bon vivant, który uroków życia zaznawał w kilku stolicach europejskich – Berlinie, Londynie czy Paryżu; czarujący artysta, na którego wdzięki nie jest obojętna żadna kobieta, zaś jego „bateria akcesoriów” – papierośnica, ozdobna zapalniczka, scyzoryk w skórzanym etui – wzbudza jeśli nie respekt, to przynajmniej zdumienie w oczach mężczyzn. Henry to również nieuleczalny mitoman i nałogowy kłamca, obibok, który najpierw zaprzepaścił swoją karierę bokserską, by następnie marnować talent pianisty. Tego wszystkiego (i znacznie więcej!) dowiadujemy się z retrospektywnych rozdziałów, których akcja obejmuje nawet późne lata 40. XX wieku; to świetna okazja, by ukazać zmiany społeczno-polityczne w Szwecji, i Östergren-autor jej nie marnuje, barwnie opisując np. rewoltę 1968 roku.

 

Czytelnik podąża tropem dwóch afer, z których przynajmniej jedna prowadzi w ślepy zaułek. Jedną z nich jest tzw. sprawa Hogartha, w którą zamieszane są wpływowe osoby ze sfery politycznej i finansowej Szwecji (skojarzenia z kryminałami Stiega Larssona są jak najbardziej na miejscu), drugą – tajemnica „korytarzy Bellmanowskich”, zapomnianego, podziemnego labiryntu, w którym miał zostać ukryty skarb króla Adolfa Fredrika. Zresztą każdy znajdzie tu coś dla siebie: modernistyczne rozważania nad sztuką, zagadnienie niemocy twórczej, skomplikowane związki miłosne i uwodzące femmes fatales, boks, jazz, The Beatles i Rolling Stonesów, awangardową poezję w wydaniu Lea (szwedzkiego Rimbauda), kłopoty z tożsamością, szaleństwo itd.

 

W posłowiu Jan Balbierz pisze, że szwedzcy krytycy klasyfikują Gentlemanów jako skröna, czyli „pełną anegdot, humoru i zmyśleń gawędę często ponadto zawierającą elementy fantastyczne. Charakteryzuje się ona także krytyczno-satyrycznym przedstawieniem rzeczywistości”. Jest to bardzo trafna charakterystyka; warto zwrócić uwagę zwłaszcza na humor Klasa Östergrena, który sprawia, że lektura tej książki to przednia zabawa, a niezwykle pomysłowe porównania, które raz za razem serwuje narrator, są prawdziwym poetyckim majstersztykiem, zmuszającym przy okazji do śmiechu (jeszcze raz – brawa dla tłumaczki, Anny Topczewskiej).

Advertisements