Trop w trop jest książką wypełnioną takim ładunkiem intelektualnym, że chcąc chociaż w niewielkim stopniu ukazać jej bogactwo, nie sposób pisać o niej inaczej niż wspierając się cytatami czy spisem występujących postaci. Mamy tu swego rodzaju repetytorium z poetyki, bo pojawiają się tak ciekawe definicje wiersza, jak np. „próba nawiązania gry z tym, co pojawia się jako wyzwanie ze strony języka”, „rozczarowany most” (zgrabnie przejęta metafora Joyce’a) czy „podanie ognia komuś z widzenia znajomemu na przyjęciu, na którym szczęśliwie wolno palić”; mamy też przegląd szeroko dyskutowanych prądów i zjawisk literackich czy filozoficznych, np. modernizmu, postmodernizmu, awangardy, OuLiPo, hermetyzmu, dekonstrukcjonizmu.

Mam prywatny ciąg aktualnych okresów, na własny użytek: romantyzm, modernizm, faszyzm, popizm (jak w tytule książki Warhola: od popu) oraz infantylizm. Wszystko w obrębie wszechwładnego romantyzmu.

Na scenie pojawiają się rzecz jasna O’Hara i Ashbery, Pound, Eliot i Yeats, jest Rimbaud, są i nasi skromni poeci – Foks, Pióro, Sommer, Świetlicki, Zadura i in.; przewija się Hegel, Blanchot, Derrida, Foucault, de Man, Żiżek itd. Sosnowski, o czymkolwiek by nie mówił, robi to elokwentnie i ze znawstwem, a przy tym nie bez (auto)ironii; daje się ponieść językowi, żartuje („O ile dobrze pamiętam, Paul de Man znał się na uczuciach jak mało kto, takie miałem wrażenie: ścigał je dobitnie. Zwłaszcza zaś tropił wdzięk i czar. Do rymu zacytuję angielskiego piosenkarza: He took it all too far, but boy! could he play guitar„). I to jest bardzo ładne, ale na usta wciąż ciśnie się pytanie, które w jednym z wywiadów formułuje Stanisław Bereś:

W twoich wierszach dzieje się coś bardzo dziwnego, bo tak naprawdę bardzo trudno jest dotrzeć do ciebie. Nie sposób z tych tekstów dowiedzieć się, kim właściwie jesteś i co myślisz o świecie. Ja wiem, jakie są twoje lektury, ale nie wiem, kim ty jesteś.

Drugie pytanie-skarga, które niezwykle często powraca, to pytanie o sens, o przyczynę hermetyczności wierszy Sosnowskiego i  powtarzającego się w recenzjach wyznania: „mało rozumiem” (skąd to znam). Sosnowski odpowiada na nie albo bezpardonowo – „Jeśli mało pan rozumie, to czemu pan pisze?”, albo wymijająco, w diabelnie inteligentny sposób sprowadzając rozmowę na inny temat. Uchyla jednak rąbka tajemnicy, ukazuje swoją „prawdziwą” „twarz” – mówiąc o  młodzieńczych lekturach i fascynacjach, przywołując fragmenty biografii, odsłaniając swój poetycki warsztat (rzecz jasna fragmentarycznie). Na zarzut „uwięzienia w archiwum”, w tekstowym świecie, Sosnowski odpowiada: skąd, piszę o życiu, o rzeczywistości. Dlaczego tak trudno to dostrzec? Bo wiersz jest „rozczarowanym mostem” – nie prowadzi czytelnika za rękę z jednej strony na drugą, ale zaprasza do wzięcia rozbiegu i „skoku na główkę”. Autor Taxi stwierdza kawałek dalej:

Myślę, że poezja jest z góry wolna od jakichkolwiek poprzedzających ją zobowiązań międzyludzkich. (…) Ja wcale nie mówię, że moje pisanie chce sobie zjednać wielu czytelników. Liczba osób uczestniczących w jakiejś grze jest na ogół niewielka.

Poezja zatem to gra języka, w której najistotniejsze jest – wg Sosnowskiego – to, co wydarza się wewnątrz wiersza: powstające niespodziewanie konotacje słów, mgławice znaczeń. Nie tyle rozmowa, co obraz; nie sens („ten już od dawna nie ma znaczenia”, mówi Grzegorz Jankowicz), lecz „język o podwyższonej intensywności”, wytwarzający „widmo niemal elokwentnej fizyczności”.

Advertisements