Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy czytałem zaległą książeczkę Philipa Rotha Konające zwierzę, miałem okazję obejrzeć nowy film Woody’ego Allena pt. Poznasz przystojnego bruneta. Wrażenia zarówno z filmu, jak i powieści są mierne – akcja wlecze się na potęgę, temat (starość), który panowie wzięli na warsztat, w żaden sposób nie został odświeżony; Roth jakiś mało błyskotliwy, Allen wyprany z dowcipu i słynnych one-linerów („Nowy Jork to nie miejsce. Nowy Jork to stan umysłu”).

 

Z miejsca rzucają się w oczy podobieństwa między przedsię- wzięciami: Roth opowiada o romansie 62-letniego wykładowcy, Davida Kepesha, znawcy literatury, sztuki i muzyki, ze studentką kubańskiego pochodzenia, Consuelą Castillo; Allen w tych samych rolach obsadza podstarzałego, majętnego giełdowca i prostytutkę. Seks, który gra tu niepoślednią rolę, ma być lekarstwem na starość, zrywem witalności przesłaniającym zmarszczki i samotność, ale te próby tuszowania strachu przed śmiercią spełzają na niczym.

 

Tak czy owak, to niezamierzone skojarzenie Rotha z Allenem przytrafiło mi się nie po raz pierwszy (zresztą nie jestem osamotniony). W sieci znalazłem kilka artykułów, które zestawiają sylwetki obu artystów i wyliczają podobieństwa między ich dziełami (mimo że Roth zdecydowanie się od Allena odcina: „jego filmy są puste, infantylne. Nie ma w nich nawet embrionu myśli i jakiejkolwiek inwencji”). Niektórzy twierdzą nawet, że Roth i Allen to jedna i ta sama osoba. Obaj cały czas bazują na kilku charakterystycznych motywach, bohaterach, tematach – żydowskie pochodzenie, powieściopisarz w kryzysie, seks etc. Wygląda na to, że jeśli zdarzy im się przynudzać, to też robią to w podobnym tonie.

Reklamy