Seksualność Zachodu zanikła – stwierdza jeden z bohaterów Platformy. W poszukiwaniu czystego, pełnego namiętności i oddania seksu należy udać się na Wschód, gdzie znaleźć można jeszcze „chętną, miękką, posłuszną, zręczną i umięśnioną cipkę”; dla Europy nie ma już nadziei, seksualność została wyparta przez karierę i konsumpcjonizm. Tym stwierdzeniem, które powraca na kartach powieści wielokrotnie, Houellebecq znów naraził się na oskarżenia: że jest niesmacznym szowinistą, propaguje turystykę seksualną, kolonizację krajów rozwijających się, pornografię, pustkę intelektualną przesłoniętą podrygującymi pośladkami. Czy za gęstym szpalerem wagin i penisów kryje się coś więcej?

 

Bohaterem powieści jest Michel, 40-letni urzędnik francuskiego Instytutu Kultury, zajmujący się finansowaniem wystaw; ta ciepła posadka jest mu całkowicie obojętna, tak jak niemal wszystko – nie interesuje się sztuką, nie ma żadnej pasji, czytanie książek uważa za sposób izolacji od rzeczywistości: „Życie bez czytania jest niebezpieczne, trzeba zadowolić się samym życiem, a to niesie ze sobą pewne ryzyko”. Chciałoby się powiedzieć, że jest człowiekiem bez właściwości, no, może z jednym wyjątkiem – naznaczony jest charakterystycznym, houellebecqowskim „entuzjazmem dla cipek”.

 

W spadku po niedawno zmarłym ojcu (wobec śmierci ojca Michel pozostaje równie obojętny, co Meursault, bohater Obcego Camus – na wieść o śmierci matki) otrzymuje pokaźną sumkę, której część postanawia wydać na podróż do Tajlandii. Tam, między kolejnymi wizytami w „klubach masażu”, poznaje Valerie, z którą po powrocie do Francji rozpoczyna płomienny romans. Valerie pracuje dla dużej spółki turystycznej, jej zadaniem jest obmyślanie nowatorskich formuł wypoczynku, które zadowolą nowoczesnego turystę, dla którego „fordowski model turystyki wypoczynkowej – charakteryzujący się <<czterema S>>: Sea, Sand, Sun… and Sex – przeżył się”. Długo poszukiwaną formułę podsuwa w końcu – zupełnie niechcący – Michel, który proponuje ułatwienie kontaktów seksualnych z prostytutkami, uczynienie z seksualności jednej z dziedzin gospodarki rynkowej:

z jednej strony kilkaset milionów ludzi żyjących na Zachodzie, którzy mają wszystko, co chcą, tyle że nie mogą osiągnąć satysfakcji z życia seksualnego: szukają, ciągle szukają, ale niczego nie znajdują i są głęboko nieszczęśliwi. Z drugiej strony, kilka miliardów istot, które nie mają niczego, zdychają z głodu, umierają młodo, żyją w nieludzkich warunkach i mają do sprzedania jedynie swoje ciało i swoją dziewiczą seksualność.

Winnym tego stanu rzeczy jest kapitalizm, pogłębiający przepaść między Zachodem a krajami rozwijającymi się, jak rownież między poszczególnymi klasami społeczeństwa w Europie; dochodzi do gettoizacji ubogich i eskalacji przemocy. W Platformie pojawia się ciekawa metafora – siedziba firmy zatrudniającej Valerie mieści się w centrum niebezpiecznej, biednej dzielnicy, w której morderstwa, gwałty i rozboje są na porządku dziennym. To jaskrawe zestawienie można uogólnić: siedzibą byłby wtedy Zachód, otoczony przez resztę świata; zetknięcie się tych dwóch światów niechybnie okaże się katastrofą (Houellebecq w roli „złego” obsadza islam z jego restrykcyjnymi zasadami).

 

Europejczycy, w pogoni za karierami oraz wiążącymi się z nimi olbrzymimi pieniędzmi (które wydają potem na zbędne, luksusowe gadżety: postać Jean-Yvesa, przełożonego Valerie) doprowadzili do upadku wartości rodziny i związków międzyludzkich w ogóle. Podobnie nisko upadła kultura – „niezbędna rekompensata za nieszczęścia, jakie na nas spadają”. Stąd już tylko krok do kluczowego pytania, które zadaje Michel: „Gdyby nie trochę seksu od czasu do czasu, na czym polegałoby życie?”.

 

Jedyną wartością, tym, czego Zachód nieustannie szuka, jest zatem fizyczna rozkosz, skrajny hedonizm, któremu na przeszkodzie stoi – wspomniany wcześniej – zanik czułości i prawdziwej seksualności; rozczarowującą, niesatysfakcjonującą namiastką seksu jest na Zachodzie sadomaso, perwersja i okrucieństwo, które Houellebecq pokazywał w Cząstkach elementarnych. Ta pełna naturalizmu i kontrowersji, dyskusyjna wizja być może jest okrutną groteską, której celem jest obnażenie ideowej pustki Zachodu, samotności człowieka ponowoczesnego, uwięzionego w pułapce kapitalistycznej ekonomii. Może jest ostrzeżeniem, zamkniętym w paradoksalnej formule: „W życiu może się zdarzyć wszystko, a zwłaszcza nic”. Tak czy owak – czyta się znakomicie.

Reklamy