„Stopniowo człowiek staje się nie bardziej zdolny do miłości niż stara szmata”, stwierdza narrator debiutanckiej powieści Michela Houellebecqa, dobrze zarabiający analityk-programista, który w wolnych chwilach para się pisaniem bajek zwierzęcych (potwornie mętnych). Pozbawiony „zarówno urody, jak i wdzięku osobistego, skłonny do częstych nawrotów depresji”, częstuje czytelnika zgniłym owocem jednej z nich, czyli Poszerzeniem pola walki. Rzecz napisana jest oszczędnie (jeśli nie skąpo) i beznamiętnie, o czym bohater lojalnie uprzedza:

Moim celem nie jest oczarowanie was subtelnymi uwagami psychologicznymi. Nie dążę do tego, by wyrwać z was okrzyki zachwytu nad moją finezją i poczuciem humoru. (…) By osiągnąć zupełnie inny cel filozoficzny, jaki sobie postawiłem, wręcz przeciwnie, będę musiał się streszczać. (…) Forma powieściowa nie jest jeszcze gotowa, by opisać obojętność i nicość; trzeba wymyślić bardziej bezbarwny sposób wyrazu, bardziej zwięzły i bardziej monotonny.

Wzmiankowany „cel filozoficzny” to próba udowodnienia, że „seksualność jest systemem hierarchii społecznej”, „seks stanowi drugi system różnicowania”, który podobnie jak system ekonomiczny prowadzi do nierówności. Udane życie seksualne jest towarem, który można nabyć za pieniądze lub otrzymać za darmo, jeśli jest się odpowiednio atrakcyjnym. Raphael Tisserand, który pomaga naszemu bohaterowi w prowadzeniu na terenie Francji szkoleń z wdrażanego właśnie systemu informatycznego, urodą jednak nie grzeszy, wręcz przeciwnie, jest potwornie brzydki – jak to zgrabnie ujmuje narrator, „ma gębę jak ropucha”. Tym samym dostarcza bohaterowi wzorcowego materiału na case study.

 

Tisserand nie może narzekać na brak pieniędzy, ale poszerza pole walki z pola ekonomicznego na pole seksualne. To jest prawdziwe wyzwanie, któremu z racji szpetnego wyglądu nie może sprostać; narrator obojętnie rejestruje jego pogłębiającą się depresję (prowadzącą do mentalnej impotencji i – w końcu – śmierci) i groteskowe wysiłki mające na celu zniesienie żelaznych zasad „liberalizmu seksualnego”, które można skwitować banalną formułą „ładny ma więcej”. Houellebecq przedstawia wizję społeczeństwa tkwiącego w potrzasku dwóch uzupełniających się porządków, wizję – jak myślę – zbyt uproszczoną i schematyczną, podaną na dodatek w formie powieści praktycznie pozbawionej fabuły i wyrazistych postaci.

 

Poszerzenie pola walki warto przeczytać z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że na tle tej powieści wyraźnie widać zwyżkującą formę i coraz lepsze pióro pisarza; po drugie – bo znajdują się tutaj zalążki obsesyjnych tematów Houellebecqa, które będą rozwijane w kolejnych książkach (seks, śmierć, konsumpcjonizm itd.). Ogólne wrażenie robi jednak przeciętne, tak jak przeciętne i nieciekawe są przemyślenia jej bohatera.

Advertisements