Niewiele jest równie przekonujących, mrocznych, a zarazem napisanych pięknym, hipnotyzującym językiem poetyckim świadectw prześladowań, jak to, które daje Herta Müller w Sercątku. Największą siłą tej powieści jest język – precyzyjny, szorstki, wwiercający się w umysł, pełen przemilczeń i czarnych eufemizmów, takich jak „robienie cmentarzy”, który nie oznacza nic innego jak „mordowanie”.

 

Sercątko opowiada historię przyjaźni czwórki studentów, którzy z racji swoich przekonań i działań (czytają nielegalne książki, piszą niepoprawne politycznie wiersze, dokumentują życie w dyktaturze Ceauçescu) znajdują się pod ścisłą obserwacją agentów służb bezpieczeństwa, czyli rumuńskiej Securitate. Symbolem tłamszącej wolność władzy nie jest jednak dyktator (któremu cały naród życzy śmierci: „każdemu chodził po głowie trup dyktatora jak własne zaprzepaszczone życie”), ale ktoś bardziej namacalny, zwyczajny – kapitan Pjele. To on i jego podwładni regularnie wzywają narratorkę, Edgara, Kurta i Georga na przesłuchania, wysyłają im listy z pogróżkami, szantażują i terroryzują. Zamykające powieść zdjęcie ukazuje jednak kapitana Pjele w roli dziadka, który razem z wnuczkiem wraca z cukierni; Müller przekreśla tym samym możliwość jednoznacznej oceny Pjelego i pozostawia czytelnika z pytaniem: gdzie przebiega granica między katem a ofiarą, sadystycznym służbistą a zwykłym człowiekiem?

 

Codzienne życie w Rumunii Ceauçescu to walka o przetrwanie, brakuje wszystkiego: jedzenia (w sklepach czasem pojawiają się zwierzęce wnętrzności), ubrań (studentki zaklejają oczka w rajstopach lakierem do paznokci), kosmetyków (rzęsy malują sadzą zwilgoconą śliną). Brakuje wszystkiego, ale najbardziej brakuje miłości; w jednym z wywiadów Herta Müller mówi: „w Rumunii czuliśmy nie tylko głód w żołądku. Czuliśmy głód zdań i gestów, głośnego mówienia. Śmiechu, hałasu, który robi życie”.

 

Lola, przyjaciółka narratorki, wieczorami oddaje się wracającym z fabryk robotnikom. Chociaż otrzymuje w zamian podroby ubitych zwierząt, bardziej zależy jej na tej namiastce czułości, bliskości drugiego człowieka, która w dyktaturze strachu – gdzie każdy może być  donosicielem albo agentem Securitate – prawie zupełnie zanikła („W tym kraju musieliśmy chodzić, jeść, spać i kochać w strachu”). Gdy Lola popełnia samobójstwo (bądź zostaje ono upozorowane), psychotyczny lęk bohaterów jeszcze się wzmaga. Odtąd Edgar, Kurt i Georg zaznaczają włosem wieka swoich walizek, by wiedzieć, czy były przeszukiwane; nie wychodzą z domu bez małego ręcznika i szczoteczki do zębów – zawsze mogą zostać zatrzymani i spędzić noc w celi; piszą do siebie szyfrowane listy, w których przecinek oznacza, że ktoś grozi im śmiercią.

 

Przez całą powieść przewijają się traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa narratorki: szalona, śpiewająca rumuńskie pieśni ludowe babka, dziadek obcinający paznokcie sekatorem, histeryczna matka, przywiązująca córkę do krzesła. Najgorsze są przymglone nienawiścią oczy ojca, byłego esesmana; „jego usta piją wódkę z najciemniejszych śliwek, a jego piosenki dla führera są ciężkie i pijane”:

Ojciec siedzi na brzegu łóżka, dziecko na podłodze. Dziecko słyszy wahadło zegara ściennego i w jego takt głaszcze frędzle. Matka już zasnęła. Głaszcząc dziecko, mówi: tik-tak, tik-tak. Ojciec przydeptuje lewy pantofel prawym. Pomiędzy pantoflami jest dłoń dziecka. To boli. Dziecko wstrzymuje oddech i pozostaje nieme. Kiedy ojciec unosi pantofel, dłoń jest zgnieciona.

Jedyną myślą dającą chwilę (wątpliwego) wytchnienia jest myśl o ucieczce („tylko dyktator i jego strażnicy nie chcieli uciekać”), ale przed dyktaturą nie ma ucieczki, nosi się ją już zawsze w sobie: nawet jeśli nie zginie się zastrzelonym przez strażników granicznych bądź rozszarpanym przez ich psy, nie utonie w Dunaju, strach będzie zawsze obecny, śmierć będzie tuż obok.

Stali w kolejce jak w sklepie. Kiedy jednego obsłużono śmiercią, inni przesuwali się na jego miejsce. (…) Śmierć tania jak dziura w kieszeni: Człowiek wkładał rękę i całe ciało wciągane było za nią.

Reklamy