Druga powieść Mikołaja Łozińskiego (o cokolwiek pretensjonalnym tytule – Książka) jest swego rodzaju kontynuacją debiutanckiej Reisefieber, za którą pisarz otrzymał nagrodę Kościelskich. Po raz kolejny otrzymujemy bowiem opowieść o skomplikowanych relacjach rodzinnych, zmienia się jednak jej skala: mikrohistoria z Reisefieber (związek syna z matką) rozrasta się do opowieści o kilku pokoleniach jednej rodziny. Tkankę narracyjną powieści organizują metaforyczne i rzeczywiste przedmioty codziennego użytku, które – zdaniem narratora – odegrały nietuzinkową rolę w dziejach pewnej polsko-żydowskiej familii: pęk kluczy, fifka, okulary, ebonitowy telefon, zeszyt z dziecięcymi rysunkami etc.

 

To nagromadzenie rzeczy trochę mnie niepokoiło. Przed lekturą Książki obawiałem się, że Łoziński będzie w niej wyważał drzwi dawno już otwarte, opisywał rodzinę za pomocą przedmiotów, oddawał się melancholii, słowem – korzystał z estetyki, którą wyczerpali kilkanaście lat temu tacy pisarze jak Chwin, Huelle, Jurewicz, Stasiuk czy Tokarczuk. W wydanej pod koniec lat 90. antologii tekstów Człowiek i rzecz, w której badacze literatury starali się wyjaśnić fenomen „nadobecności” rzeczy w polskiej prozie lat 90., Przemysław Czapliński pisze o „przedmiotach nostalgicznych”:

to przede wszystkim fragmenty przeszłości, które mają wyłącznie wartość dla posiadacza; nie są tylko rzeczami – są zawsze czymś więcej: istotami żywymi, relikwiami, pamiątkami. Nie podlegają urzeczowieniu ani też same nie urzeczowiają właściciela.

Takie właśnie przedmioty pojawiają się w Książce – pozornie nieistotne, w oczach narratora (i pojawiających się od czasu do czasu głosach pozostałych członków rodziny) zyskują na wartości. Łoziński wykorzystuje je jako bodźce narracyjne, od których rozpoczyna bądź wokół których organizuje historie poszczególnych postaci, ale nie traci z oczu swojego nadrzędnego celu – opowiadać o ludziach, nie przedmiotach; tym samym wychodzi cało z sideł powtarzalności.

 

Największą zaletą Książki – zbudowanej zfragmentów opowieści, skrawków rozmów, zapomnianych anegdot – są przekonujące portrety psychologiczne, subtelne, zaskakująco głębokie, czułe, ale pozbawione przy tym niestrawnego patosu, którego można by się spodziewać po tak osobistej powieści (choć Łoziński zastrzega, że Książka jest tylko wariacją wokół prawdziwych postaci, to jej autobiografizm jest trudny do zakwestionowania). I chyba tutaj, w tej „prywatności”, dostrzegam też największą słabość Książki – nie można się z nią utożsamić, choć na chwilę dać się wciągnąć w opisywaną rzeczywistość; drzwi do mieszkania opisanej rodziny pozostają zamknięte, zaś klucze dawno zostały zgubione.

Advertisements