W klasycznym zbiorze esejów Interpretacja i nadinterpretacja Umberto Eco – znany skądinąd jako autor bestsellerowych powieści kryminalnych i wymyślnych zagadek – zastanawia się nad rolą tajemnicy w powieści:

Każdy przedmiot, czy to ziemski, czy niebieski, kryje w sobie tajemnicę. Za każdym razem, gdy rozwikłana zostanie jakaś zagadka, będzie się ona odnosić do innej zagadki w ruchu postępującym do zagadki ostatecznej. (…) Ostateczną zagadką hermetycznego wtajemniczenia jest bowiem, że wszystko jest zagadką. Stąd zagadka hermetyczna musi być pusta, ponieważ każdy, kto twierdzi, że rozwikłał jakąś zagadkę, sam nie jest wtajemniczony i zatrzymał się na powierzchniowym poziomie wiedzy (…).

Mamy tu zatem coś na kształt błędnego koła hermeneutycznego, kręcącego się w nieskończoność; tajemnica generuje kolejne zagadki, niezliczoną ilość sensów i możliwych rozwiązań, zaś upieranie się przy jednym z nich jest interpretacyjnym lenistwem i pomyłką. Jedną z klasycznych, najbardziej podatnych na interpretacje zagadek jest, jak myślę, zniknięcie (cytowałem niedawno kluczowy fragment z Biegunów Olgi Tokarczuk), niewytłumaczalne rozproszenie, rozpuszczenie się w powietrzu, jak w Pikniku pod wiszącą skałą Petera Weira, gdzie w niezrozumiały sposób, podczas wycieczki w góry, znikają trzy uczennice i nikt nigdy nie dowiaduje się, co się z nimi stało.

 

Tajemnica jest osią napędową najnowszej powieści Dona DeLillo, Punktu Omega – książki krótkiej, kameralnej, świetnie napisanej (i jeszcze lepiej przetłumaczonej przez Michała Kłobukowskiego), której duszna atmosfera i narastająca groza z całą siłą oddziałują na czytelnika. Powieść rozpoczynają zwierzenia anonimowego widza, który w MOMA ogląda instalację wideo Douglasa Gordona 24 Hour Psycho. Dreszczowiec Hitchcocka wyświetlany jest w zwolnionym tempie 2 klatek na sekundę, przez co 109 minutowy film trwa 24 godziny.

 

Wspomniany widz codziennie wraca do muzeum, by w spowolnionych, skokowych ujęciach odnaleźć jak najwięcej niewidocznych dotąd szczegółów; „trzeba bardzo uważnie patrzeć, żeby dostrzec to, co dzieje się na naszych oczach. Trzeba pracy, nabożnego trudu, żeby widzieć to, na co patrzymy” – myśli, a czytelnik dostrzega, że bohater powoli, ale nieubłaganie osuwa się w obłęd, utożsamia z psychopatycznym mordercą, Normanem Batesem. Cięcie.

 

Pustynia Mojave. W rozpadającym się, od dawna nie remontowanym domku mieszka Richard Elster, zgorzkniały naukowiec, który swego czasu miał pomagać rządowi USA w opracowywaniu strategii wojennych, był „filozofem obronności”. Towarzyszy mu młody filmowiec, Jim Finley, który za wszelką cenę stara się nakłonić Elstera do publicznej spowiedzi przed kamerą. Wokół nich ciągnie się pustynia; do najbliższej osady jest 40 kilometrów, wszędzie piach, skaliste wąwozy, z nieba leje się żar. Czas nie gra żadnej roli, przestaje istnieć. Przez większość dni panowie milczą, popijają whisky, Finley w napięciu czeka na moment, w którym Elster otworzy się i przemówi, a mówi na przykład tak:

Jesteśmy tłumem, rojem. Myślimy grupowo, podróżujemy całymi armiami. Armie noszą w sobie gen samozniszczenia. Jedna bomba nigdy nie wystarcza. Mgła technologii to strefa, w której wyrocznie knują swoje wojny. Oto bowiem zaczyna się ruch do wewnątrz. Ojciec Teilhard [de Chardin] wiedział o tym i nazwał owo stadium punktem omega. To skok poza sferę biologii. Proszę sobie zadać to pytanie. Czy na zawsze musimy pozostać ludźmi? Świadomość się wyczerpała. Pora wrócić do materii nieorganicznej. Tego właśnie chcemy. Pragniemy stać się polnymi kamieniami.

Swego rodzaju „ożywienie” wnosi przyjazd Jessie, córki Elstera. Między nią a Finley’em tworzy się napięcie erotyczne, które w żaden sposób nie zostaje rozładowane, ponieważ po kilku dniach Jessie w niewytłumaczalny sposób znika. Zostają jej ubrania, kosmetyki, w domu nie ma żadnych śladów szamotania się, walki; rozpoczynają się poszukiwania, które nie przynoszą żadnego skutku. Czy ze zniknięciem ma coś wspólnego widz z galerii? Może Jessie popełniła samobójstwo, albo po prostu wyjechała bez słowa, znudzona pustką?

Nieprzypadkowo pisałem na początku o Pikniku pod wiszącą skałą – oba dzieła wypełnia ten sam klimat wyobcowania, samotności, wibrującej ciszy, „bezruchu, spowijającej nicości”; to studium bezradności wobec potęgi natury, braku odpowiedzi, nierozwiązywalnej zagadki. Elektryzująca powieść.

Reklamy