Wczytałem się w Dona DeLillo i po lekturze Punktu Omega, Białego szumu oraz Graczy mogę powiedzieć, że jak każdy dobry pisarz, ma DeLillo kilka obsesyjnych tematów, powracających natrętnie motywów, znaków rozpoznawczych; ma też wypracowane pewne schematy fabularne, które z powodzeniem funkcjonują w przeczytanych przeze mnie powieściach.

 

Na pierwszy rzut oka Biały szum to opowieść o zwyczajnej amerykańskiej rodzinie klasy średniej: Jack Gladney jest wykładowcą i szefem katedry badań nad Hitlerem(!), jego żona, Babette, prowadzi wieczorowe kursy gimnastyki korekcyjnej, wokół nich zaś hasa gromadka dociekliwych, inteligentnych dzieci, zadających wiele podchwytliwych pytań. Ten niemal sielski obrazek wzbogacony absurdalnymi dialogami rodem z powieści akademickich à la David Lodge szybko przemieni się w pełne napięcia studium lęku, ale o tym za chwilę.
 
DeLillo na przykładzie wzmiankowanej rodziny w trafny sposób diagnozuje choroby toczące amerykańskie społeczeństwo (diagnozy te – dodajmy – są wciąż aktualne i odnoszą się obecnie do wszystkich bez wyjątku). Mowa o rozluźnieniu więzi, postępującej izolacji jednostki w społeczeństwie i wzmagającym się, bezmyślnym konsumowaniu masowej kultury i masowych produktów (podobno tytuł powieści miał brzmieć Panasonic). Uczestnictwo w życiu (publicznym) sprowadza się do dwóch rytuałów: oglądania telewizji i zakupów. Oba te motywy bez ustanku pojawiają się na kartach powieści DeLillo, zwłaszcza telewizja jako symbol niszczącej siły postępu technologicznego. Bohaterowie Białego szumu wspólnie oglądają telewizję, zastępując w ten sposób potrzebę relacji rodzinnych; w Graczach czytamy:

Lyle spędzał czas przed telewizorem. Siedział prawie po ciemku, tak z pół metra od ekranu, i co jakieś trzydzieści sekund zmieniał stację, czasem nawet dużo częściej. (…) Po prostu lubił szarpać pokrętłem i prażyć się coraz to nowymi obrazami. Zgłębiał ich treść, ale tylko do pewnego stopnia. Ważniejsza okazywała się dotykowo-wzrokowa rozkosz zmieniania kanałów, przeistaczanie momentów o choćby całkiem przypadkowej treści w miłe abstrakcje terytorialne. Patrzenie w telewizor było dla Lyle’a dyscypliną zbliżoną do zen albo matematyki.

Napisane w 1977 roku! I jeszcze drugi rytuał, kompulsywne wypełnianie koszyków w centrach handlowych, któremu oddają się regularnie bohaterowie Białego szumu:

Dałem się ponieść beztroskiemu szaleństwu kupowania. (…) Kupowałem dla przyjemności kupowania, syciłem się widokiem i dotykiem przedmiotów, obmacywałem towary, których wcale nie miałem zamiaru nabyć, po czym je kupowałem. (…) Czułem jak rośnie we mnie poczucie własnej wartości i szacunek dla siebie samego, jak realizuję się, odkrywam nowe pokłady mojej osobowości, odnajduję trop osoby, o której istnieniu zapomniałem. Otaczała mnie jasność.

Powtarzający się rytm zakupów ma odciągnąć uwagę od tego, co nieuchronne; bohaterów paraliżuje lęk przed śmiercią, obawa, że te bezsensowne przecież rytuały nagle się skończą. Babette faszeruje się nielegalnym lekiem psychotropowym o nazwie Dylar, by na chwilę przestać zadawać sobie pytanie które z nas umrze pierwsze? Jack wraz z kolegami akademickimi oddaje się czczym rozważaniom, które z czasem okażą się niebezpiecznie bliskie prawdy:

Znajdujemy się pod ciągłym ostrzałem. Słowa, obrazy, liczby, fakty, grafika, statystyka, plamki, fale, cząsteczki. Tylko katastrofa zdolna jest nas poruszyć. Pragniemy katastrof, potrzebujemy ich, jesteśmy od nich uzależnieni. Pod warunkiem, że zdarzają się daleko od nas. (…) Możemy się odprężyć i  czerpać przyjemność z tych nieszczęść (…).

Podświadomie pragną katastrofy, która uwolni ich od zmartwień, i katastrofa nadchodzi. W pobliżu Blacksmith wykoleja się pociąg przewożący toksyczne odpady; w powietrzu unosi się śmiertelnie niebezpieczna chmura gazu, która zbliża się do miasteczka. Mieszkańcy w popłochu opuszczają domy, ewakuują się. To ekstremalne doznanie zmusza Jacka i Babette do konfrontacji, zrzucenia masek; ich paranoiczny lęk ma wreszcie potwierdzenie w zewnętrznym świecie. DeLillo tymczasem zręcznie wplata w powieść elementy dyskursu Baudrillarda nt. symulakrów, niespiesznie domyka poszczególne wątki, zagęszcza nastrój grozy i zostawia czytelnika z tajemniczym memento: śmierć jest nieparzysta.

Advertisements