Powiedzieć o którejkolwiek powieści Bernharda, że czytało się ją przyjemnie, to lekka przesada, czytelnicze faux pas, bo trudno nazwać przyjemnością mozolne przedzieranie się przez powieści praktycznie pozbawione akcji, pełne powtórzeń, z nieskończenie długimi, zapętlającymi się monologami wewnętrznymi snutymi przez szaleńców. Nie wszystkie jednak czyta się z podobnym trudem, i gdybym miał wskazać coś stosunkowo lekkostrawnego, co wyszło spod pióra pisarza, stawiałbym na Przegranego i Bratanka Wittgensteina.

 

Przypadkowo – albo i nie – obie powieści odnoszą się do prawdziwych postaci (pierwsza do Glenna Goulda, druga do słynnego filozofa języka), wokół których Bernhard konstruuje apokryficzną opowieść – w Bratanku pisze o zamkniętym w zakładzie psychiatrycznym Pawle Wittgensteinie, w Przegranym z kolei przedstawia losy trzech rywalizujących ze sobą pianistów: Goulda, Wertheimera oraz bezimiennego narratora.

 

Po raz pierwszy spotkali się w Salzburgu, gdzie uczęszczali na kurs fortepianowy prowadzony przez legendarnego mistrza, Vladimira Horowitza. Żaden z nich nie spodziewał się, że ujmujący Glenn Gould wkrótce przekreśli ich wszystkie marzenia. Gdy Kanadyjczyk w fenomenalny sposób wykonuje Arię z Wariacji Goldbergowskich Bacha, pozostali dwaj, porażeni jego geniuszem, wiedzą już, że ponieśli klęskę, że nie pomogą żadne wysiłki, bo nikt nie zagra tak jak Glenn. Racjonalnie myślący narrator postanawia zakończyć karierę, z którą żegna się symbolicznym gestem: swój kosztowny fortepian steinwaya oddaje dziecku nauczyciela muzyki, po czym postanawia napisać studium O Glennie Gouldzie (które właśnie czytamy). Z Wertheimerem sprawa nie jest taka prosta.

 

Przez Goulda ochrzczony „przegranym” (choć po zetknięciu z Gouldem wszyscy wydają się jakoś przegrani, w świecie muzyki nie ma miejsca na pół-wirtuozów), Wertheimer nie może się z klęską pogodzić, pada ofiarą obsesyjnej, wyniszczającej zazdrości, której poszczególne stadia opisuje Bernhard. Pianista zamyka się w wiejskiej posiadłości razem z całkowicie zdominowaną siostrą i próbuje zapomnieć o Gouldzie, pisząc dzieło „z zakresu humanistyki”, ale – jak się okaże po 28 latach męczarni – jedynym skutecznym wyjściem i wyzwoleniem będzie samobójstwo.

 

Bernhard traktuje biografie swoich historycznych bohaterów bardzo swobodnie, dodaje wiele mylnych tropów (np. Gould nigdy nie był uczniem Horowitza), i to podpieranie się rzeczywistymi postaciami wychodzi mu na dobre, bo Przegranego czyta się płynnie, na jednym oddechu. Marek Kędzierski w posłowiu stwierdza, że jest to zasługa muzyczności tekstu, którego struktura nawiązuje do Wariacji Goldbergowskich: „W pierwszych krótkich akapitach tekstu sformułowany zostaje temat, zaś ostatni, długości niemal całej powieści, zaczyna wariacje. Na potwierdzenie tej tezy ważna konstatacja numerologiczna: otóż słowa „Wariacje Goldbergowskie” (…) pojawiają się w tekście Bernharda dokładnie 32 razy, co odpowiada – numerologicznie – dwukrotnie zagranej Arii (tematowi) plus 30 wariacjom”. Jeśli nie muzyczność, to najmocniejszymi stronami Przegranego są z pewnością sugestywne portrety psychologiczne bohaterów uzupełnione plastycznymi opisami gry glennialnego Goulda:

Ledwie zasiadał do fortepianu, osuwał się cały, pomyślałem, przypominał wtedy zwierzę, gdy się bliżej przypatrzyć, właściwie jak kaleka, ale gdy przyjrzeć się jeszcze bliżej, to przecież jednak jak człowiek subtelny i pełen urody, a takim wszak był. (…) oprócz niego, nikt w świecie nie potrafi tak zagrać. Skurczył się, wiotki cały, i  zaczął. Uderzał w klawiaturę, że tak powiem, od dołu, nie jak wszyscy inni, z góry. To była jego tajemnica.

Reklamy