Szedł między półkami księgarni, słysząc wokół muzak. Stały tam rzędy ładnych okładek, strojnych i chełpliwych. Czuł delikatne podniecenie, unosząc nową książkę, moszcząc w dłoni kształtny grzbiet, patrząc na rozedrganie linii czcionek przy kciuku, gdy przerzucał kartki. Był młodym mężczyzną, przenikliwym w swojej pasji, wiedzącym, że są tu książki, które chciałby przeczytać, i inne, które absolutne musiał mieć, te, które gestykulowały w specjalny sposób, mające cechy rzadkości lub rezon, ładunek gorąca znaczący wokół nich powietrze. Dokładał starań, żeby oglądać zdjęcia autorów, gdy przerzucał książki przy południowej ścianie. Przyjrzał się tomom leżącym na stołach i ustawionym grupami obok kas. Patrzył na sterty wysokie na półtora metra, ułożone zręcznie na kształt spirali. Były tam książki na postumentach i książki stłoczone w małych gotyckich salkach. Czasami miewał w księgarniach niewielkie mdłości. Patrzył na pobłyskujące bestsellery. Ludzie dryfowali przez sklep, wyglądając na zaskoczonych w chwili nieukojonego oszołomienia. Książki ustawione na stopniach tarasów i pleksiglasowych stojakach, książki w piramidach i na wystawkach tematycznych. Zszedł na dół do wydań broszurowych, gdzie wpatrywał się w okładki książek dla masowego odbiorcy, zmysłowo przesuwał opuszkami palców po wypukłych literach. Okładki były lakierowane i złocone. Książki leżały na ladach, mieszczących po dziewięć tytułów, niczym eksperymentalne niemowlęta w kołyskach. Słyszał, jak popiskują: „Kup mnie”.

Don DeLillo, Mao II, przeł. Krzysztof Obłucki, Noir sur blanc, Warszawa 2010.

Reklamy