Kawa i papierosy. Ich potencjalny brak spędza sen z oczu współczesnym pisarzom, bohaterom ich powieści i – rzecz jasna – nam, czytelnikom: świat najgorszy z możliwych to taki, w którym zabronione są używki. Oto przyczyna pełnej melancholii rozpaczy Piotra Pawła, bohatera Nagrobka z lastryko Krzysztofa Vargi, tutaj należy też szukać przyczyn zdumienia bohaterów Balladyn i romansów Ignacego Karpowicza, gdy ze sklepowych półek znikają żelazka i kawa. W antyutopii Juli Zeh Corpus delicti. Proces do braku używek i ściśle kontrolowanego, zdrowego trybu życia wszyscy już przywykli. Kawa, papierosy, alkohol, brud i bakterie to symbole XX wieku, który – na szczęście – już dawno się skończył.

 

W nowej, szczęśliwej epoce, którą opisuje Zeh, postęp technologiczny pozwolił stworzyć świat doskonały, sterylnie czysty. Nie istnieją wirusy, nie ma chorób. Oddycha się świeżym powietrzem i je sztuczne, niepsujące się dania z hermetycznie zamykanych tubek. Wszyscy poddają się rutynowym badaniom, ważą, mierzą, trenują, przestrzegają diety, wysyłają „raporty o śnie i raporty o żywieniu”. Ich wyniki są na bieżąco aktualizowane i analizowane, zaś każde odchylenie od normy czy spadek kondycji alarmuje Służbę Bezpieczeństwa. Poddani skrupulatnej kontroli METODY – nieomylnego systemu – przypominają bohaterów koszmarnego snu Michela Foucault, który w Historii seksualności z 1976 roku pisał:

Od XVII wieku władza nad życiem rozwijała się pod dwiema głównymi postaciami; nie są one antytetyczne, stanowią raczej dwa bieguny rozwoju połączone wiązką stosunków pośrednich. Wydaje się, że najpierw ukształtował się biegun osadzony na ciele jako maszynie: tresurę, doskonalenie sprawności, wydobywanie sił, wzrost użyteczności odpowiadający wzrostowi posłuszeństwa (…) zapewnia anatomopolityczna władza nad ciałem, której poczynania mają charakter technik dyscyplinarnych. Biegun drugi, uformowany nieco później, około połowy XVIII wieku, skupił się na ciele-gatunku, poddanym mechanizmowi życia i służącym jako podłoże procesów biologicznych – rozmnażania, urodzin i umieralności, stanu zdrowia, ciągłości życia, długowieczności – oraz wszelkich warunków wywołujących ich przemiany; opanowanie tych procesów polega na wielu interwencjach i kontrolowanych regulacjach – jest to biopolityka populacji. (Historia seksualności, s. 121-122, Warszawa 1995).

Mówiąc krótko: METODA wyniosła biopolitykę na ołtarze. Nowa religia głosi, że liczy się wyłącznie ciało; takie pojęcia jak „dusza” czy „miłość” nie mają racji bytu. Ludzie dobierają się w pary w oparciu o pasujący kod genetyczny, jedynym warunkiem jest „tolerowanie się określonych układów odpornościowych”. Racjonalizacja posunięta do granic absurdu. Cel, czyli biologiczna kontrola, został osiągnięty – nieliczni wrogowie systemu walczą jeszcze o irracjonalne „prawo do choroby”, ale bezskutecznie. Bohaterka powieści, Mia Holl, zadeklarowana zwolenniczka METODY, przestrzega zasad systemu do dnia, gdy jej brat, oskarżony o gwałt i morderstwo, zostaje skazany na śmierć. Gdy Mia wpada w depresję i zaczyna je łamać, szybko przekonuje się, że „poza normalnością panuje samotność”.

 

Bohaterka zwraca na siebie uwagę funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, których niepokoją jej przemyślenia na temat systemu: „Wszystko, co ma cel, dopnie go pewnego dnia, i tym samym się zużyje”. System, który dotąd działał bezbłędnie, zaczyna szwankować, ponieważ badania naukowe potwierdzają, że Moritz Holl został skazany niesłusznie. Rozpoczyna się medialna nagonka, Mia – chcąc nie chcąc – jest na ustach wszystkich. Zwolennicy METODY widzą w niej siostrę mordercy i terrorystkę, jej przeciwnicy – męczennicę, ofiarę systemu i symbol walki o wolność (chorobę). W krótkim czasie bohaterka staje się marionetką w polityczno-medialnej grze o wszystko, wplątuje się w gęstą sieć intryg i manipulacji, z której nie ma ucieczki.

 

Ta krótka, napisana krystalicznym językiem powieść (znakomite tłumaczenie Sławy Lisieckiej), którą można czytać jako „thriller moralny” albo „dramat sądowy” swoją siłę czerpie z prostoty. Pozbawiona zbędnych ornamentów narracja, wyraziste postaci i podszyte filozoficznymi aluzjami dialogi tworzą chłodną, ale przemawiającą do wyobraźni wizję świata, w którym przeceniono zalety „zdrowego rozumu”, gdzie pragnienie absolutnego porządku doprowadziło do chaosu i niesprawiedliwości, zaś strach przed utratą władzy – do okrucieństwa.

Nic nie jest nieodwracalne, mimo wszelkiego postępu! W istocie wszyscy to widzieliśmy, prawda, Kramer? (…) Nic się nie zmieniło. Nigdy nic się nie zmienia. Jeden system jest równie dobry, jak drugi. Średniowiecze nie jest epoką. Średniowiecze to nazwa ludzkiej natury.

Reklamy