1. Przy okazji Białego szumu Dona DeLillopisałem o „schematach fabularnych” i „powracających natrętnie motywach” wykorzystywanych w jego powieściach; lektura opublikowanej w 1991 roku powieści Mao II utwierdziła mnie w przekonaniu, że amerykański pisarz pisze od nowa wciąż tę samą książkę. Najwięcej podobieństw widzę pomiędzy Mao II i późniejszym o niemal 20 lat Punktem Omega: samotny, ukrywający się na odludziu pisarz, który kontakt ze światem zewnętrznym nawiązuje wyłącznie za pomocą swojego asystenta, Scotta Martineau, do złudzenia przypominają bohaterów ostatniej powieści DeLillo. Podobieństwa nie wyczerpują się na poziomie postaci – obie powieści dotykają też tych samych problemów: lęku przed tłumem, utratą jednostkowej tożsamości, wciągnięciem w tryby machiny medialnej.

 

2. Twarz. Główną postacią Mao II jest Bill Gray, autor dwóch legendarnych powieści, który wśród mediów i czytelników wzbudza emocje nie tyle swoją fenomenalną twórczością, co tajemnicą, skrywającą jego osobę – nie udziela wywiadów, nie pojawia się na żadnych galach, nie odbiera nagród („zyskał sławę, niczego nie robiąc”). Od kilkunastu lat w prasie nie pojawiło się jego nowe zdjęcie, słowem: człowiek-zagadka (jak Thomas Pynchon!). Bill od wielu lat pracuje w swojej samotni nad kolejną powieścią, ale jest pogrążony w niemocy, obezwładnia go własna sława, strach przed polującymi na niego reporterami; praca nie posuwa się do przodu, a „ta książka jest jego znienawidzonym przeciwnikiem. Zamknięci razem w zakazanym pokoju, zastygli w dławiącym uścisku”. Asystent pisarza, Scott, organizuje dla niego kameralną sesję zdjęciową; zamiast nowej powieści, chcą dać światu twarz pisarza:

jakie znaczenie może mieć zdjęcie, jeśli zna się dorobek pisarza? Nie wiem. Ale ludzie mimo to chcą go zobaczyć, prawda? Twarz pisarza jest licem dzieła. Jest kluczem do tajemnicy tkwiącej wewnątrz. A może to twarz jest tajemnicą? Czasami myślę o twarzach. Wszyscy usiłujemy w nich czytać. Niektóre twarze są lepsze od niektórych książek.

3. Tłum. „Przyszłość należy do tłumów”, czytamy w otwierającym powieść rozdziale, gdzie przedstawiona została scena masowego – liczonego w tysiące par – zawierania małżeństw przez wyznawców sekty Moona. Ta scena nadaje ton całej powieści. Motyw masy, zaniku indywidualności, rozpuszczenia poszczególnych twarzy, absurdalnego powielenia tego samego pojawia się w Mao II pod kilkoma innymi postaciami: obrazów Warhola (Tłum i Mao); kłębiącego się tłumu na stadionie Hillsborough, gdzie w ścisku zginęło 96 osób; pogrzebu Chomeiniego, podczas którego oszalałe masy wyznawców (ok. 2 miliony wiernych!) próbowały dostać się do trumny ajatollaha i in. DeLillo postrzega tłum jako szczególnie niebezpieczną, podatną na manipulację masę; od tłumu niedaleko do terroryzmu, bo w religijnej gorączce dają się one prowadzić fałszywym prorokom, wierzą w każdą mrzonkę – „kiedy Stary Bóg odchodzi, modlą się do much i kapsli”.

 

4. Terroryzm.

Istnieje przedziwny węzeł łączący powieściopisarzy z terrorystami. Na Zachodzie stajemy się sławnymi postaciami, podczas gdy nasze książki tracą moc kształtowania i wpływu. (…) Wiele lat temu myślałem, że pisarz jest w stanie zmienić wewnętrzne życie kultury. Teraz to terytorium przejęli konstruktorzy bomb i ludzie z bronią. To oni najeżdżają ludzką świadomość. (…) Ustępujemy miejsca terroryzmowi, wiadomościom o terrorze, magnetofonom i kamerom, radiom, bombom ukrytym w radiach. Ludzie potrzebują wyłącznie wiadomości o tragediach. Im bardziej ponura wiadomość, tym wspanialsza relacja.

Gdy wydawca Billa prosi go o przeczytanie w telewizji kilku wierszy młodego poety, który dostał się w ręce libańskich terrorystów, prognozy pisarza nieoczekiwanie mają okazję zmierzyć się z rzeczywistością. Bill angażuje się w sprawę, widząc w niej szansę ucieczki od dotychczasowego życia, od nieudanej powieści, której nie potrafi ani dokończyć, ani porzucić. Jego determinacja prowadzi go w to grząskie miejsce, gdzie przebiega granica między pisarzem a terrorystą.

 

5. „Ferment i gęstość” Mao II sprawiają, że w pierwszej chwili trudno objąć jednym spojrzeniem horyzont tej powieści – jest tutaj tyle trafnych spostrzeżeń, wartych zapamiętania one-linerów, dobitnie sformułowanych sądów, że niełatwo wyciągnąć z tego jakąś jednozdaniową esencję. Choć powieść ma ponad 20 lat, problemy, które porusza DeLillo, są wciąż aktualne, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że nigdy nie były tak istotne dla codziennego życia, jak teraz: terroryzm, wojny religijne, medialno-tabloidowe nagonki, odarcie z prywatności. Zderzenie masowego blichtru i dostatku (fragment o księgarni) z nędzą kartonowych pudeł, w których kryją się nowojorscy kloszardzi. Szalony pęd wielkomiejskiego życia i ostatnie bastiony samotności. Polecam przekonać się samemu.

Advertisements