„Zatem piszę o dzieciach i śmierci. Obchodzi mnie dzieciństwo, obchodzi mnie śmierć. Zwłaszcza dzieciństwo jako czas okrucieństwa i niewinności, zachwytu, nieodpowiedzialności i trawy”, mówi Roman Honet w jednym z wywiadów, i dalej: „Nie możemy odzyskać minionego czasu, ale możemy zachowywać się tak, że poczujemy się tak jak w minionym czasie. Oczywiście w życiu nie ma to żadnego sensu. Poeta wiarygodny, według mnie, utrwala w sobie zadrę, dba o rozpołowienie, nie szuka wyjścia. Wlecze ze sobą ból, tęsknotę, żal, pasję. Wszystko, co ma znaczenie i wagę. Poeta zawsze ma dotkliwy bagaż, dźwiga ze sobą parszywie nieporęczne koło albo pal”. Czytam Baw się i znów mam wrażenie, że w opisywaniu bólu i straty, w rozgrzebywaniu przeszłości Honet nie ma sobie równych.

 

o chłopcu z jeziora żartów

nagle zatrzymał mnie pył, wirujący
na skrzyżowaniu, olśniły rzędy aptek
i salonów gier. był sierpień.
miesiąc wirusów i planet,
dygotanie srebrnego światła w arteriach. przyjmowała mnie
głębokość ulic, ręce, w których zastygło ziarno i monety,
inwalidzi krążący na elektrycznych
wózkach. i pomyślałem o bogu
jak o chłopcu z jeziora żartów
i utraty – pomyślałem o niewidzialnych poręczach w powietrzu,
o które można by wesprzeć się
i płakać, bo znów idzie noc
i wahadłowce unoszą w niebo żywność, przesądy,
insekty w uniformach, ekspansję,
życie! życie! krótkie i zaraźliwe

 

o snach

żal – pomieszczenie między powietrzem
a ciałem, tęsknota – żniwiarz z kosą
pracujący w śniegu. niech tak zostanie.
niech nadal śnią mi się przyjaciele,
znajomi przyłapani w utraconym dniu,
ich głowy – kule wypełnione puchem, klejnot
z dymiącą wodą – oto ich basen,
kadź o zapachu chloru i błękitu.
bywają takie sny,
takie widoki, kiedy z odległych miejsc,
z ust niewidzianych od dawna osób
wysypuje się żużel, wilgotny pył,
jakby pragnęły cię opluć albo oddalić,
a one właśnie wołają – zostań, zostań

 

(Roman Honet, Baw się, Biuro Literackie, Wrocław 2009)

Reklamy