Berlin. Miasto kamieni Jasona Lutesa jest opowieścią o upadku starego porządku i narodzinach nowoczesności, której wymowne symbole – np. kolej czy samochody – pojawiają się już na początku książki, gdy poznajemy Kurta Severinga i Marthę Muller, podróżujących pociągiem do stolicy Niemiec. On pracuje jako dziennikarz, ona przez semestr będzie studiowała malarstwo. Z biegiem czasu ich znajomość przerodzi się w romans, a na kartach komiksu pojawi się jeszcze kilka innych ważnych postaci, jednak w moim odczuciu Berlin ma tylko jednego bohatera – miasto.

 
Plansze przedstawiające Berlin z końca lat 20. i 30. XX wieku są fascynujące. W wywiadzie dla Kolorowych Zeszytów autor mówi o długich przygotowaniach, które poprzedziły narysowanie pierwszego kadru komiksu:

W moim pokoju do ściany przybiłem kilka map niemieckiej stolicy z roku 1928, które pomogły mi w odtworzeniu całego miasta. Nie da się ukryć, że komiks jest sztuką wizualną, więc byłem zainteresowany wszelkimi zdjęciami, obrazami, rysunkami i szkicami weimarskiego Berlina. I o ile odtworzenie Bramy Brandenburskiej czy Reichstagu z tamtej epoki nie przysporzyło mi większych problemów, o tyle narysowanie ulic, zaułków i zwykłych domów było trudniejsze i bardziej interesujące.

Lutes z drobiazgową szczegółowością, jakby kopiował stare fotografie miasta (niektóre plansze są identyczne z archiwalnymi zdjęciami), tworzy kłębowisko tętniących życiem ulic, szkicuje fronty mieszczańskich kamienic, pełne przepychu wnętrza restauracji, zauważa nobliwe damy w gęstych, zimowych futrach. Jednak pod podszewką dostatku pleni się głód i ubóstwo, owoc postępującego kryzysu gospodarczego. Wystarczy oddalić się od centrum: zaniedbane mieszkania, obdrapane kamienice i brudne podwórka, nędznie ubrani robotnicy, na których twarzach maluje się narastająca frustracja, pragnienie zmian.

Im bliżej końca komiksu, tym mniej wątków romansowych i plansz ukazujących Berlin w całej krasie. Na pierwszy plan wysuwają się akcenty polityczno-historyczne, zaś Lutes skupia się na ukazaniu przyczyn kryzysu oraz nowych, kształtujących się właśnie ruchów nacjonalistycznych i robotniczych, które wkrótce dojdą do władzy. Gdy Severing podczas dziennikarskiego śledztwa odkrywa, że Niemcy – wbrew postanowieniom traktatu Wersalskiego – rozpoczęły zbrojenia, ów kruchy i pieczołowicie stworzony przez Lutesa świat wisi już na włosku.

Reklamy