„W czasie wakacji wstaję o siódmej, idę na dół, otwieram dom, robię sobie herbatę, kruszę chleb dla ptaków w ogrodzie, myję się, odkurzam biurko, opróżniam popielniczki, obcinam różę, słucham informacji o siódmej trzydzieści. O ósmej schodzi matka; jem z nią śniadanie: dwa jajka na miękko, grzanka i czarna kawa bez cukru; kwadrans po ósmej idę do miasta po «Sud-Ouest»; mówię pani C.:  ł a d n a   p o g o d a  albo p o c h m u r  n o   i tym podobne; potem zaczynam pracę. O wpół do dziesiątej przychodzi listonosz (p a r n o  d z i s i a j,  a l e  p i ę k n y   d z i e ń  i tym podobne), a nieco później córka piekarki w swojej furgonetce wypchanej pieczywem (skończyła studia, ani słowa o pogodzie); dokładnie o dziesiątej trzydzieści robię sobie czarną kawę, zapalam pierwszego papierosa. O pierwszej jemy obiad; między wpół do drugiej a wpół do trzeciej ucinam sobie drzemkę. Potem trochę się snuję: nie mam ochoty pracować; czasem coś namaluję, pójdę do aptekarki po aspirynę, spalę trochę papierów w ogrodzie, sklecę jakiś pulpit, skrzynkę albo pudełko na fiszki; zbliża się czwarta i znów pracuję; kwadrans po piątej – herbata; koło siódmej przerywam pracę; podlewam ogród (jeśli jest ładna pogoda) i gram na pianinie. Po kolacji czas na telewizję: jeśli dają akurat coś wyjątkowo głupiego, wracam do biurka i słucham muzyki, robiąc notatki. Kładę się o dziesiątej i czytam po kawałku z dwóch książek: coś bardzo literackiego (Wyznania Lamartine’a, Dziennik Goncourtów i tym podobne) i kryminał (raczej stary), angielską powieść (już niemodną) albo Zolę”.

 

– Wszystko to nie ma żadnego znaczenia. Mało tego: nie tylko zaznacza pan swoją klasową przynależność, lecz również czyni z tego literackie wyznanie, wcale nie b ł a h e: konstytuuje się pan fantazmatycznie jako „pisarz” albo jeszcze gorzej: po prostu się pan k o n s t  y  t  u u j e”.

 

Roland Barthes, Rozkład zajęć, [w:] Roland Barthes, przeł. Tomasz Swoboda, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2011

Reklamy