Rezygnując w nowej powieści z obscenów, mizoginicznych wycieczek i brutalnego cynizmu, Houellebecq postawił się w dość niezręcznej sytuacji, tak opisanej w Mapie i terytorium: „W literaturze czy muzyce właściwie nie sposób zmienić nurtu; możesz mieć pewność, że cię zlinczują. Z drugiej strony, jeśli w kółko robisz to samo, oskarżą cię, że się powtarzasz i chylisz ku upadkowi, ale jeśli się zmienisz, to ci powiedzą, że jesteś niespójny i rozproszony”. Pisarz zmienił się na tyle, by za Mapę i terytorium otrzymać nagrodę Goncourtów; nowa książka nie jest tak obrazoburcza jak poprzednie, ale czyta się ją – jak to Houellebecqa – świetnie.

 

Zaskakuje już kreacja głównego bohatera, który nie jest wyłącznie wehikułem poglądów pisarza, ale postacią z krwi i kości, którą da się lubić. Oczywiście Jed Martin, awangardowy artysta francuski, wokół którego rozpisana została fabuła książki, podobnie jak postaci z wcześniejszych powieści Hoeullebecqa musi być mrukliwym odludkiem i bucem, ale jednak – w porównaniu z nimi – nabrał nieco ogłady. Poza tym jest wspaniałym artystą, który odnosi sukces za sukcesem, niezależnie od tego, czy zajmuje się fotografowaniem map drogowych Michelin (które „ukazują punkt widzenia Boga”), czy też tworzeniem obrazów celebrytów („Damien Hirst i Jeff Koons dzielą między sobą rynek sztuki”, „Bill Gates i Steve Jobs rozmawiający o przyszłości informatyki”, „Michel Houellebecq, pisarz”), na których zbija zawrotną fortunę. Houellebecq lekko i ze swadą snuje opowieść o karierze Jeda Martina (stąd prawdziwa przyjemność towarzysząca lekturze), co jakiś czas wbijając grube szpile krytykom sztuki, których pretensjonalny bełkot naśladuje doprawdy wybornie.

 

W życiu prywatnym Jedowi nie układa się już tak gładko. Wychowany przez ciągle zapracowanego ojca (matka popełniła samobójstwo), od dziecka przyzwyczajał się do samotności i – oględnie mówiąc – utrzymywania chłodnych relacji ze światem. Nie ma przyjaciół, nie zależy mu na pielęgnowaniu związku z kobietą, dzięki której wkroczył do salonów sztuki. Z trudem komunikuje się z ojcem: spotykają się raz do roku na kolacji wigilijnej. Houellebecq maluje przekonujący portret psychologiczny zgorzkniałego, starzejącego się mężczyzny i obojętnego syna niezdolnego do jakichkolwiek uczuć. Ich relacja przypomina nieco tę opisaną przez Philipa Rotha w Dziedzictwie i stanowi jeden z mocniejszych elementów książki.

 

Smugę cienia przekracza w Mapie i terytorium nie tylko ojciec Jeda, ale również pisarz Michel Houellebecq: burkliwy, niesympatyczny, trawiony chorobą alkoholową i grzybicą stóp, rzucający od czapy uwagi w rodzaju „obciągały bez gumki… super”. Houellebecq portretuje samego siebie (a raczej Houellebecqa, którego znamy z mediów) z ironicznym dystansem, można powiedzieć, że wręcz pastwi się nad swoją postacią, co jest bardzo zabawne – do chwili, gdy policja odkrywa rozkładające się, rozczłonkowane zwłoki pisarza, który padł ofiarą bestialskiego mordu. Od tego momentu Mapa i terytorium przepoczwarza się z powieści o artyście w dobry kryminał.

 

W nowej książce Houellebecqa znalazło się miejsce na rozważania o starości czy sensie sztuki, na krytykę krytyków i romans z gatunkiem kryminału, wreszcie na tak charakterystyczne dla pisarza wątki antykapitalistyczne: refleksje na temat miejsca człowieka w procesie produkcyjnym, wspaniałości hipermarketów czy złudnej radości posiadania. Wszystko to zostało doskonale skonstruowane i podane w zgrabny, dowcipny sposób. Mapa i terytorium ma właściwie tylko jedną wadę – czyta się ją zbyt szybko, zbyt gładko. Mówi powieściowy Houellebecq:

W swoim życiu konsumenta poznałem trzy produkty idealne: buty Paraboot Marche, laptop z drukarką Canon Libris i kurtkę Camel Legend. Namiętnie je pokochałem, mógłbym z nimi życie spędzić, regularnie je odkupując w miarę, jak będą się zużywały. Między nami powstała doskonała więź, czyniąca ze mnie szczęśliwego konsumenta. Nie byłem w pełni szczęśliwy we wszystkich aspektach życia, ale miałem przynajmniej tyle: mogłem regularnie kupować nową parę swoich ulubionych butów. To zarazem mało i dużo, zwłaszcza kiedy człowiek prowadzi dość ubogie życie osobiste.

Advertisements