Czytam Suttree McCarthy’ego (więcej tutaj) i raz po raz natykam się na fragment, który przypomina mi jakąś scenę z Ulissesa, znajduję paralelne postaci, zdarzenia, miejsca. Myślałem, że to skutek mojego dawnego ulissesowego fixum-dyrdum, ale – jak się okazuje – nie tylko. Na oficjalnej stronie McCarthy’ego tekst o Suttree, a w nim taka wzmianka: „Suttree porzucił swoją zamożną rodzinę oraz intelektualną przeszłość, by wędrować po slumsach Knoxville niczym jakiś współczesny Leopold Bloom (nawiązania do arcydzieła Joyce’a, Ulissesa, są w powieści wręcz namacalne)”. Żartobliwe case study: poranne golenie.

 

„Stateczny, pulchny Buck Mulligan wynurzył się z wylotu schodów, niosąc mydlaną pianę w miseczce, na której leżały skrzyżowane lusterko i brzytwa. Żółty, nie przewiązany szlafrok powiewał za nim lekko w łagodnym, porannym powietrzu. Uniósł miseczkę i zaintonował: Introibo ad altare Dei. (…) oparł lusterko na obramowaniu i zanurzywszy pędzel w miseczce namydlał policzki i szyję. (…) Zaczął golić się uważnie”.
 
(Ulisses, przeł. Maciej Słomczyński)

 

„(…) miał na sobie swobodnie rozpiętą koszulę i ręcznik przewieszony przez ramię, a w ręku małą lakierowaną miskę i skórzany pokrowiec z przyborami do golenia. Zszedł po trapie i ruszył przez łąkę do magazynu, wciąż boso, stąpał więc ostrożnie, wszedł na szyny kolejowe, zrobił trzy niepewne kroki po rozgrzanej stali i zaraz zeskoczył z powrotem na ziemię. (…) Na drugim końcu magazynu znalazł mosiężny kranik. (…) Suttree ukląkł, wyjął swoje przybory, powiesił lusterko na gwoździu, postawił miskę pod kranem i odkręcił wodę. Mrużąc oczy, przyjrzał się swojemu zarostowi, leniwie sprawdzając temperaturę wody jednym palcem. Był upał, zrobiła się gorąca, a Suttree nabrał mydło na otwartą dłoń, posmarował policzki, zmoczył pędzel i starannie namydlił twarz. Potem otworzył brzytwę, ostrzył ją przez chwilę o krawędź pokrowca i zaczął się golić, naciągając skórę palcami”.
 
(Suttree, przeł. Maciej Świerkocki)

Reklamy