„Mocne, poetyckie obrazy jak z filmów Quentina Tarantino”, pisał recenzent jednej z niemieckich gazet o debiutanckiej powieści Juli Zeh. Orły i anioły angażują od pierwszych zdań: pulsująca akcją fabuła, pełnokrwiste, psychotyczne postaci, narkotyki, przemoc, a w tle sugestywne obrazy Wiednia i rozdartych wojną domową Bałkanów. Podobnie jak w przypadku Tarantino, nie idzie jednak wyłącznie o kolorowe obrazki.

 

Pod płaszczykiem prostej – jeśli nie kiczowatej – historii o niespełnionej miłości (Maks: majętny, utalentowany prawnik zajmujący się Bałkanami; Jessie: córka wiedeńskiego bossa narkotykowego, która pracuje jako kurierka), kryje się rozczarowanie zachodnią Europą. Zakłamaną, zepsutą, hipnotycznie wpatrzoną w pieniądze, niosącą pomoc tylko wtedy, gdy się jej to opłaca. Przewijający się w tle Orłów i aniołów wątek konfliktu w Bośni i Hercegowinie jest dla Zeh pretekstem, by ukazać działania europejskich organizacji od kulis: niestrzeżone granice państw byłej Jugosławii sprzyjały handlowi narkotykami, a europejscy dyplomaci, którzy powinni byli dbać o przywrócenie pokoju, nieźle na tym biznesie skorzystali.

 

Gdyby Zeh bardziej wyeksponowała ten wątek, Orły i anioły byłyby kolejną książką o spiskowej teorii dziejów. Więcej uwagi pisarka poświęciła jednak swoim bohaterom, których przekonujące i niekiedy  drastyczne portrety psychologiczne są najmocniejszą stroną powieści (nie licząc sensacyjnej fabuły). Maks, który po samobójstwie Jessie składa poszczególne elementy historii w całość, orientuje się, że jest trybikiem w przestępczej maszynie i powoli popada w paranoję. Clara, prezenterka radiowa, która namówiła go do nagrywania wspomnień na taśmy magnetofonowe, nie kieruje się tylko wartościami terapeutycznymi. Zagubieni, nie rozróżniający dobra od zła, próbujący wypełnić życie pieniędzmi i narkotykami, bohaterowie Orłów i aniołów dryfują w pustce. Miejscami trochę przerysowany, ale wyrazisty debiut.

Advertisements