Jonathan Franzen

U nas praktycznie nieznany, w Stanach – jak na pisarza – znany bardzo. Jego zatroskana twarz pojawiła się w 2010 roku na okładce „Time”, a poświęcony mu tekst nosił tytuł Great American Novelist. Wystąpił u Oprah Winfrey, która określiła Wolność mianem arcydziełaPodobno Wolność przeczytał też na wakacjach sam Barack Obama; jego słowa uznania, a właściwie jedno słowo, dumnie pręży się na okładce polskiego wydania – „Kapitalna”. Na wewnętrznych stronach okładek zebrano jeszcze sporo innych przymiotników, które niejednego przyprawiłyby o rumieniec. Gdybym miał, śladem Obamy, ometkować Wolność jednym słowem, powiedziałbym – epicka.

 

Epicka w każdym możliwym znaczeniu. Jest panoramą zmian społeczno-ekonomicznych, które dokonały się w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Została napisana z onieśmielającym rozmachem (ponad 600 stron), ale z zastosowaniem staroświeckiej narracji i niemal przezroczystego języka. Jest bezlitosna i konsekwentna w obnażaniu niewygodnych aspektów życia bohaterów, których psychikę autor rozkłada na drobne części i z pieczołowitością analizuje. Wolność jest obojętna na czytelnika, do którego w żaden sposób się nie przymila, a przez to trochę nudna, bo wspomniana obojętność udziela się czytelnikowi. Jest powieścią spod znaku Stendhala, Tołstoja i Manna; wydawałoby się, że takich książek już się nie pisze, a tym bardziej nie czyta. Popularność Wolności pokazuje jednak, jak bardzo chcemy czytać o sobie; Franzen to pragnienie dostrzega i rzeczywiście pisze o codziennych rozterkach jak mało kto.

Pęknięcie

Rozgrywająca się na przestrzeni trzech dekad – od lat 80. XX wieku po czasy współczesne – najnowsza powieść Franzena ma trzech głównych bohaterów, na których pisarz skupia się wręcz obsesyjnie, wycinając to, co zbędne. Wolność jest zatem prawie zupełnie pozbawiona opisów miast, krajobrazów czy wnętrz pokojów, a dalszoplanowi bohaterowie grają zaledwie rolę statystów w rozgrywce Patty, Waltera i Richarda. Na pierwszy rzut oka prowadzą ustatkowane, nudne życie klasy średniej, realizując tradycyjny model małżeństwo-dzieci-dom: segregują śmieci, prowadzą dzieci do ortodonty, dość regularnie uprawiają seks (przy zgaszonym świetle). Ale w pewnym momencie coś w nich pęka.

 

Walter Berglund, zapalony ekolog („bardziej zielony niż Greenpeace”; nawet w śnieżyce jeździ do pracy na rowerze), przykładny mąż i ojciec, wikła się w polityczną rozgrywkę, w której – jak się poniewczasie okazuje – gra toczy się o wiele więcej, niż o ochronę jednego gatunku ptaka. W jego życiu nieoczekiwanie pojawiają się duże pieniądze i piękna kobieta, a chęć ratowania zagrożonych gatunków zwierząt powoli przeobraża się w nienawiść do ludzi, „raka toczącego planetę”.

 

Patty Berglund, była koszykarka, która na skutek kontuzji musiała zrezygnować z kariery sportowej i poświęciła się rodzinie („moją karierą będzie wychowywanie dzieci”), wpada w depresję i alkoholizm, czuje się „za stara, za brzydka, za głupia, zbyt zazdrosna”. Ich skomplikowane relacje małżeńskie komplikuje jeszcze bardziej Richard Katz, niedoceniany, awangardowy muzyk, oddany czytelnik książek Thomasa Bernharda, najlepszy przyjaciel Waltera, skryta miłość Patty, symbol wolności.

Wolność i błąd

Tytuł powieści nie mógł być lepszy, bo „wolność” jest w książce odmieniana przez wszystkie przypadki. Każda z postaci powieści stara się od czegoś uwolnić – od toksycznych związków z rodziną i toksycznej przyjaźni, od obowiązków żony i matki, od finansowej zależności, konwenansów klasy średniej, polityki. By tę wolność zdobyć, trzeba dokonać jakiegoś wyboru; Franzen z uwagą tropi skutki tych decyzji, ale nie osądza, która z nich jest właściwa, a która błędna. „Jeśli człowiek nie wykorzystuje swojego życia w odpowiedni sposób, wcale nie znaczy, że jego życie nie upływa. W rzeczywistości upływa jeszcze szybciej”, stwierdza Patty, w samo sedno trafia jednak Walter:

Ludzie przybywają do tego kraju albo po pieniądze, albo po wolność. Jeśli nie masz pieniędzy, tym zacieklej trzymasz się swoich swobód. Nawet jeśli palenie cię zabija, nawet jeśli cię nie stać na wyżywienie własnych dzieci, nawet jeśli twoje dzieci zostaną zastrzelone przez maniaków z karabinami maszynowymi. Możesz być biedny, ale nikt nie może odebrać ci wolności do spieprzenia sobie życia, jak tylko żywnie ci się podoba.

Reklamy