Wiersz

po nieprzespanej nocy po prostu myśli się wierszem
kiedy wsiadam na rower w wyrazistym świetle poranka
wydaje mi się że gdybym tak cały dzień jeździł
to nawet i przed sennością udałoby się zbiec

dosłownie jak na skrzydłach nie widzę tych wszystkich znaków
choć reaguję na nie co też mnie zachwyca
lecz raptem cała lekkość koncentruje się w kieszeni spodni
i uderza jak strzała z mózgu prosto w pierś

mój problem jest dość skomplikowany: mam dwa klucze
duży i mały od domu i od roweru
oba zostały w pokoju Jarek już wyszedł do szkoły
i swoim kluczem je tam zamknął więc

nie mam już po co wracać ani dokąd
roweru nigdzie nie zostawię bo mi go ukradną
więc odpadają czytelnie i sklepy z płytami
będę jechał i jechał aż zapadnę w sen

***

i nagle jedna chwila zabiera ci spory
kawał życia i siedzisz w niej jak w autobusie
który zatrzymał się pośród posępnego lasu
bo kierowcy się (chyba) zachciało sikać w każdym razie
zgasił silnik i wysiadł nie pytając nikogo o zgodę
zresztą jesteś jedynym pasażerem i twój protest
zabrzmiałby raczej nieprzekonująco (tak to sobie

tłumaczysz choć tak naprawdę to nie masz dość energii
żeby się awanturować) więc wysiadł znikł w zaroślach
i długo coś nie wraca stopniowo zapada zmierzch i
ewentualna zgodność z rozkładem przestaje wchodzić
w rachubę czeka cię noc na dworcu twoja złość
przeradza się w otępienie czujesz się senny jest ci
zimno jest ci wszystko jedno i nagle

tylnymi drzwiami ktoś wsiada sadowi się na samym
końcu jest ciemno nie możesz dojrzeć jego twarzy
tak ciemno że masz nadzieję że cię nie zauważył
przez szum wiatru w gałęziach dobiega cię stłumione
brzęczenie perkusji z nie najlepszej jakości walkmana
siedzisz skurczony w sobie już cię tam prawie nie ma
lecz w pewnej chwili on wstaje rusza w twoją stronę

[Adam Wiedemann, Wiersz z tomu Samczyk (1996), *** z Rozrusznika (1998)]

Reklamy