Metody zdobywania informacji, którymi posługuje się Günter Wallraff, od początku wywoływały wiele emocji. Gdy w 1977 roku opublikował książkę Wstępniak, w której odsłaniał kontrowersyjne sposoby pracy „Bilda”, wydawca pozwał go do sądu. Wallraff zatrudnił się w tabloidzie pod przybranym nazwiskiem i rozpoczął podwójne życie – w godzinach pracy był zdolnym do wszystkiego, bezwzględnym reporterem, który polował na szokujący materiał. Po wyjściu z redakcji zbierał materiały do Wstępniaka, by w ostrym świetle pokazać nieprawidłowości, jakich dopuszczał się „Bild”. Koncern Springera sprawę przegrał. Wallraff zyskał sławę i zaufanie, stał się człowiekiem-instytucją, do której Niemcy zaczęli się zwracać z prośbą o interwencję:

Nie ma tygodnia, żebym nie dostawał listów albo e-maili, w których ludzie z całych Niemiec opisują, jakie szykany spotykają ich codziennie w pracy. Niekiedy nawet przychodzą do mnie do domu i opowiadają swoje historie.

Wallraff uznawany jest – słusznie – za klasyka reportażu wcieleniowego. Do perfekcji opanował umiejętność przeobrażania się w osoby, które z różnych przyczyn nie są społecznie akceptowane. Następnie, na własnej skórze, doświadcza mechanizmów wykluczania, które potrafią przybrać bardzo ekstremalną postać. W reportażu Czarne na białym, który otwiera książkę Z nowego wspaniałego świata, Wallraff zajmuje się kwestią rasizmu. Ucharakteryzowany na Somalijczyka wsiada do pociągu pełnego faszyzujących kibiców i tylko o włos unika linczu. Ta sytuacja dobrze oddaje zaangażowanie dziennikarza – niczego nie robi na pół gwizdka; nie tyle udaje kogoś innego, co całkowicie się z nim utożsamia.

Postawa „Nie mam nic przeciwko nim, ale niech idą gdzie indziej, tu nie pasują” to współczesna odmiana rasizmu. Dawny rasizm generalnie odmawiał obcym prawa do ludzkiej egzystencji i przybierał formę czynnej napaści, jeśli obcy śmiał się zbliżyć do strefy panowania białego człowieka. Współczesny rasista traktuje obcego inaczej. Uznaje jego prawa dopóty, dopóki dzieli go od niego dystans. Czyli abstrakcyjnie. Ale w macierzystym otoczeniu nie akceptuje obcego. Różnica nie jest bynajmniej teoretyczna, obcy doświadcza takich zachowań namacalnie.

Chociaż powyższy fragment dotyczy kwestii rasizmu, to dzięki temu, że Wallraff pisze o „obcym” a nie, dajmy na to, „czarnoskórym”, można ten fragment odnieść do każdej osoby, która jest ofiarą wykluczenia: bezdomnego, szeregowego pracownika korporacji, robotnika, lesbijki, geja czy żyda. Reportaże Z nowego wspaniałego świata pokazują, że Niemcy – które dla wielu stanowią symbol dobrobytu i sukcesu – nie dla wszystkich są rajem, a kapitalistyczne społeczeństwo, zaślepione karierą, dotknęła głęboka znieczulica.

Czytając reportaże Wallraffa miałem gdzieś z tyłu głowy obrazy, które tak sugestywnie przedstawił Dagerman w Niemieckiej jesieni. Te dwie książki są swego rodzaju klamrą, która spina powojenne losy Niemiec (może całej zachodniej Europy?) – od zupełnej ruiny do gospodarczego sukcesu, od zatęchłych piwnic i głodu do hipermarketów i dostatku. Wallraff wysyła nam z tego nowego wspaniałego świata gorzką pocztówkę.

Advertisements