Przed szybą wielką i czystą

Od 21.00 ciemne twarze nad barem. Piątek.
Od miesiąca znam cię inaczej, słówko, które padło
na podatny grunt, taki rok, chyba 2008, ale kto
pewny jest czasu? Rano wstałem obolały, pieniądze
na i pod językiem, ich brak właściwie, kark który
zdrętwiał chociaż (jeszcze) nie kołysze się nad nim topór.

Mgła opadała, gdy piłem kawę, znikała z każdym łykiem
odsłaniając, żurawie, rusztowania i szkielet budowy.
Zwierzęta grasują, pomyślałem bez związku z tym,
że tu nie śpisz dzisiaj i jeśli przekopią stare koryto Warty,
będzie tu pierdyliard kawiarenek jak w Pradze i także
bez związku z tym, że się nie rozebrałem a nawet
nie rozłożyłem kanapy, bo po co rozkładać cokolwiek?

Później stałem przed szybą wielką i czystą
jakiegoś sklepu w centrum miasta i nic przez chwilę
było tak oczywiste, że unik by się nie spotkać
z własnym spojrzeniem, wydał się nie na miejscu.

No to patrzyłem jak mnie mijają wózki, torby z zakupami,
garsonki, cieliste pończochy, buty z wydłużonymi noskami,
niebieskie koszule z powrozem krawatów, adiki
i pumy, mentalne dilda z cudnego latexu, sutanny, poncza.

W monopolowym pogmerałem trochę przy puszkach z piwami,
ale coś się spaliło i swąd pozostał.
Kupiłem film za pięć złotych włożyłem go do torby
i powędrował do baru, razem z innymi rzeczami,

bo niesie się, ot tak, po prostu, lekko dotykając stopami
nierównych płyt chodnika i nagle jesteś na dnie przepaści
i mówią ci, strzałko pokręciło ci się w głowie
od tej niepewności. Rysy na mapie choroby, zgliwiałe
atrapy i ta nieznośna pewność, że się nie przekroczy
własnej niemoty i już na zawsze będzie się tkwić
w tym miejskim cyrku, nawet kiedy cię dotknę
ciałem czy bez ciała.

Edward Pasewicz, Przed szybą wielką i czystą, [w:] Muzyka na instrumenty strunowe, perkusję i czelestę, Poznań 2010

Reklamy