Na imprezę z okazji zwolnienia przynieśliśmy Kochiemu w prezencie książkę, Rury Etgara Kereta. – Gówniana książka – Kochi skrzywił gębę – Poza dwoma… przepraszam, trzema opowiadaniami, reszta to syf. Dzisiaj każdy dureń może wydać książkę w jakimś lilipucim wydawnictwie i stracić na tym kupę szmalu, wszystko dla infantylnej nadziei, że w końcu uda mu się dzięki temu popierdolić.

Nie wiem jak się Keretowi układa życie seksualne (w końcu wydał już kilka książek), ale wbrew temu, co mówi bohater cytowanego opowiadania, Rury – debiutancki tom pisarza – gówniane nie są. Te króciutkie teksty (niecałe 200 stron i prawie sześćdziesiąt historii) świetnie się sprawdzają w mało sprzyjających warunkach, np. w drodze do pracy albo „w drodze między celą i prysznicami”, bo, jak wieść niesie, „Keret jest jednym z najchętniej czytanych autorów w izraelskich więzieniach. Twierdzi, że to z powodu rozmiaru jego opowiadań”.

 

Znakiem rozpoznawczym pisarza są specyficzne „przesunięcia”: ni stąd ni zowąd to, co realistyczne, zwykłe, codzienne, przemienia się w fantasmagorię, sen, czasem koszmar. W każdej chwili „normalność” może zostać zakwestionowana i zmienić się w absurd. Weźmy na przykład teksty kręcące się wokół służb wywiadowczych czy wojska i traumatycznych przeżyć z nimi związanych (w Izraelu mężczyzn obowiązuje 3-letnia służba wojskowa, kobiety – dwuletnia; trudno się od niej uchylić – ci, którzy się uchylają, pewnie czytają potem w więzieniu Kereta). Mamy więc kilka opowiadań, w których kaprale i sierżanci pastwią się nad podwładnymi, mamy relacje z patroli, podczas których zabijani są cywile etc. Wspomniane „przesunięcia” polegają na tym, że u Kereta zabity strzałem w głowę żołnierz wciąż żyje, a przełożeni nie chcą przyjąć do wiadomości jego „śmierci” i nakazują mu kontynuowanie służby; z rozprutego brzucha Araba zamiast wnętrzności wypadają cukierki; agent Mosadu, który zorientował się, że ktoś opróżnił jego sejf, sam siebie oskarża, obezwładnia i przesłuchuje.

 

Oprócz wspomnianych tekstów – dość mocno jeszcze zakotwiczonych w rzeczywistości, dających jakieś wyobrażenie o konflikcie izraelsko-palestyńskim i życiu w tak zmilitaryzowanym państwie – są w Rurach opowiadania zupełnie od czapy, w których króluje rozbuchana wyobraźnia i literacki żart. Można więc poczytać o imprezujących krasnalach, spersonifikowanych kwantach, śmiercionośnym uśmiechu, kobiecie, która przykleiła się do sufitu, rurach prowadzących do innego świata czy zawistnym pisarzu, który zabija innych pisarzy (jedno z moich ulubionych opowiadań). Od publikacji oryginału mija właśnie 20 lat; Rury – napisane sprawnie, lekko, z minimalistycznym zacięciem – wciąż błyszczą.

Reklamy