Moskwa–Pietuszki, czyli pijacka odyseja Wieniedikta Jerofiejewa. Bohater książki wyrusza pociągiem z dworca Kurskiego w stolicy Rosji w kierunku Pietuszek, gdzie czeka nań kobieta (lekkich obyczajów) z warkoczem do pasa. Dla zabicia czasu Wieniczka raz po raz zagląda do butelki, i – jak się wszyscy domyślają – im bliżej końca podróży, tym jego stan jest bardziej opłakany. Stosunkowo „grzeczne” rozmowy, które prowadzi ze współpasażerami – o kobietach, polityce, filozofii – przeradzają się w pijackie majaki: Wienia dyskutuje z aniołami, jest kuszony przez szatana, ścigany przez erynie. Im bliżej końca, tym gęstsza atmosfera paranoi i strachu, trochę jak u Kafki.

 

Moskwa–Pietuszki, czyli love story po radziecku, mocno zaprawiona wszelkiego rodzaju trunkami. Przelewają się u Jerofiejewa hektolitry alkoholu: wódka czysta, kubańska, żubrówka, cytrynówka, pieprzówka, piwo, wino i wywołujące gęsią skórkę koktajle, do których przyrządzenia konieczna jest zaawansowana wiedza z zakresu spirytualiów i specyficzne ingrediencje. Jerofiejew skwapliwie dzieli się tajnymi recepturami drinków – cytuję trzy dla zaostrzenia apetytu:

 

„Balsam Kanaański”

Denaturat – 100 g
Ciemne piwo – 200 g
Oczyszczona politura – 100g
 

„Łza komsomołki”

Lawenda – 15 g
Werbena – 15 g
 

„Woda leśna” – 30 g
Lakier do paznokci – 2g
Eliksir do płukania ust – 150 g
Lemoniada – 150 g
 

Można odnieść wrażenie, że za tą nieustającą alkoholizacją stoi wyłącznie zabawa, ale nic bardziej mylnego. Zakończenie Moskwy-Pietuszek pokazuje, że Jerofiejewowi nie jest do śmiechu, że ta książka jest nie tylko love story i pijacką odyseją, ale również zawoalowaną krytyką radzieckiej władzy. Całą sprawę zwięźle wyłuszcza jeden z podpitych pasażerów:

Lud nie może sobie pozwolić na wołowinę, ale wódka jest tańsza od wołowiny, i dlatego rosyjski chłop pije, z biedy pije! Na książkę nie można sobie pozwolić, dlatego że na targu nie znajdziesz ani Gogola, ani Bielińskiego, lecz jedynie wódkę, i monopolową, i bimber, i na miejscu, i na wynos! Dlatego pije, pije z powodu swojej ciemnoty!

Jerofiejew skończył pisać Moskwę–Pietuszki w 1969 roku, ale książka z wiadomych przyczyn nie mogła ukazać się w kraju. Rządził wtedy Breżniew, po odwilży nie zostało śladu; wszelkie nieprawomyślne wystąpienia kończyły się w więzieniu albo szpitalu psychiatrycznym, nasiliła się cenzura i poczucie ciągłej inwigilacji. Pił więc nie tylko lud z powodu swojej ciemnoty, ale też inteligencja – z nadmiaru wiedzy, strachu, rozpaczy. Pije i Wieniczka, który z gorzką ironią wyznaje:

Podoba mi się, że ludzie w moim kraju mają takie puste, wybałuszone oczy. To rodzi we mnie uczucie uzasadnionej dumy. Można sobie wyobrazić, jakie oczy mają t a m. Tam, gdzie wszystko jest na sprzedaż, gdzie wszystko można kupić – głęboko osadzone, skryte, drapieżne, przerażone oczy… Korupcja, dewaluacja, bezrobocie, pauperyzacja… Patrzą spode łba, z nieukojoną troską i bólem – oto jakie mają ludzie oczy w świecie Pieniądza… Za to jakie ma oczy mój naród! Wiecznie wybałuszone, ale nie widać w nich żadnego napięcia. Całkowity brak jakichkolwiek doznań (…).

Mówiąc krótko: wódka zastąpiła wszystko. Wódka jako farmakon – lekarstwo i trucizna w jednym. Leczy z tęsknoty za wolnością, niszczy wiarę w lepsze jutro, zatruwa fatalizmem.

 

PS Podobno pierwsze rosyjskie wydanie Moskwy-Pietuszek kosztowało 3 ruble i 62 kopiejki. Tyle co butelka wódki. Pomysł podsunął Jerofiejew.

Advertisements